This is additional content area. Learn more
Zbigniew Gajowniczek: To był, no taki był, no pijaczyna był, po prostu. Ale wszyscy go znali! Ponieważ on ostrzył noże. Chodził z tym warsztatem na plecach, na ramieniu, stawał… wie pan jak to wyglądało do ostrzenia? Nie? To wyglądało tak. Miał taką kobyłka, wie pan jak kobyłka wygląda? Tutaj było takie te, belka, koło i on naciskał na koło, duże koło i potem pas, pas był i kamień taki do ostrzenia noży napędzany za pomocą koła. On takim naciskał pedałem, koło się rozkręcało, szybko, szybko się kręciło i on ten kamień do ostrzenia noży i załóżmy różnych tam przedmiotów, nożyczki. Ostrzył noże, no, co było. Te maszyny, do maszynek do mielenia mięsa te noże ostrzył. No był fachowiec, był… a oprócz tego na tym tym, było takie te miał grube stalową płytkę na takich gumach i młoteczek. Bęg, bęg, wchodził do podwórka, pang, pang, pang, pang, pang. Jak zadzwonił wszyscy wiedzieli, że już jest. Każdy zlatywał, dawał mu ten nóż do naostrzenia, nożyk do, do… maszynek do mielenia mięsa dawali mu i on, prawda, pobierał opłatę. Ale to było tylko tego – przyszedł, zadzwonił, bęg, bęg, bęg, wszyscy już lecieli. A on z tego żył. No, lubił sobie wyciągnąć, ale no była ciekawa rzecz. Otóż on się nazywał Edziu Polo, tak go nazywali, Edziu Polo. Mieszkał gdzieś tam na Bródnowskiej i ten Edziu Polo znany był na całej Pradze tam w tym rejonie Szwedzka, Listopada do Targowej tutaj był. I on sobie lubił popić, ale no coś był… no, trochę psychicznie już mu tam, jak to się mówi, gorzałka na tą głowę mu nacisnęła. Jak go, jak go przezywali za bardzo, to on krzyczał strasznie i czasami go policja go łapała, bo był pijany. Szedł i się zataczał to go policja, to ten krzyczał: „Ja Lenina, Stalina…”, tak, i powiedział taką wiąchę i wcale się nie bał. Nikogo się nie bał, no co mu mogli zrobić. No ale wszyscy to było wielką uciechą. Bo wtedy nie można było pisnąć, bo jakby ktoś źle powiedział o Stalinie albo Leninie to już by siedział – (śmiech) koniec, parę lat. A jemu to wychodziło. Bo jak go zatrzymali, jak zobaczyli, że on ma coś tam nie bardzo, a jeszcze bardzo udawał, że tego i jeszcze krzyczał: „Piłsudski ratuj! Gdzie mój kamień?!” (śmiech) , on kamień chciał, tak. No i to, no było wesoło. Wszyscy go znali, wiadomo.
