Zbigniew Gajowniczek: A! Jeszcze jedno wraże, ciekawe zdarzenie mogę powiedzieć. Otóż na, na Stalowej no było takich parę knajpek, nie? Jedna z… o, to jest do dzisiaj znana knajpka Pod Karpiem. I to były jeszcze czasy, właśnie, i tak tą knajpkę otworzyli w latach… ja wiem, 50, początek 50. 50 rok może, albo 49. W każdym razie bar rybny. I pamiętam tam były bardzo dobre, fajne dania – kawał dorsza z kapustką, prawda, ziemniaczki, za 5, 5,50zł, coś w tym stylu. Potem, później-później, no to jak zysk, zysk zaczęło się tego, no to stworzyli bar i taka się powstała mordownia. Przychodzili se mendy, pijaczki tam przychodzili i chlali po prostu, w tym, w tej knajpie . I pamiętam, to jeszcze były czasy, kiedy na Stalowej były latarnie gazowe. Bo przedtem były gazowe latarnie, takie ładne. I taki był, no myśmy go nazwali minister oświaty, no bo on taki miał haczyk i przy, na górze tam, przy tej lampie była taka, też taki był pręcik z kółeczkiem. On zaczepiał za to kółeczko, pociągnął i zapalało się cała kopuła tych tych, prawda, tych lampek gazowych. Oświetlenie było. No i ten minister oświaty, on się nazywał Jaroszewski, pamiętam, hodował świnki tam gdzieś na Stalowej 41, 57… 59. Tam dalej, przed Szwedzką, tam gdzieś tam w tych oficynach, tam w tych podwórkach, tam takie były różnego rodzaju komórki i tak dalej. Trzymał sobie świnki. Miał świnki, no widzi pan, Stalowa ulica i świnki były hodowane w tych latach. Na końcu Stalowej, pamiętam, krowa była. Tam jak pętla była, na końcu, bo tam… prawie przy wale, ostatni dom. Krowa, jeszcze krowy hodowali. Były krowy. I ja tam po mleko chodziłem. To były takie czasy. Potem się to wszystko kurczyło, kurczyło się. No i wiadomo, że dzisiaj dawno tego nie ma. To ten facet hodował te świnki i miał takich 2 warchlaczków z kubełkiem i szedł sobie Stalową, a te świnki za nim tratatata, latały sobie. Szły za nim, no ze 150 metrów, albo 200 do tej knajpy, wchodził sobie do knajpy, on sobie zamawiał, a te świnki tam przy tym kubełku. No i wesoło było, hahahaha! Wesoło, wiadomo, wiadomo. Świnki do knajpy, tam im próbowali dawać gorzałę, no cyrk, cyrk, cyrk był niemożliwy! W ogóle jak szedł ulicą no to już było.