Otton Roubinek.: Tutaj z takich ciekawych produktów wedlowskich, to jest ten w Warszawie obecnie, to znaczy jest to tak zwany przysmak warszawski. Kiedyś to się nazywało blok, blok czekoladowy lub blok po prostu. A w zakładzie to się nazywało gówno Świętego Ojca. Dlaczego? Dlatego, że to były tak- jak jest produkcja, to przy produkcji następuje złamanie herbatników, połamanie, czy przy pakowaniu, czy rozpakowywaniu, czy nawet jak on z taśmy schodzi. Połamie się gdzieś czekolada, połamią się jakieś inne rzeczy. I to normalnie są odpady, które no w wielu wypadkach nie ma co z tym zrobić, bo ,no bo już nadają się tylko do wyrzucenia. Owszem było, tak to było kiedyś, bo kiedyś, o , zakład miał hodowle swoją. Znaczy hodował świnie, cała chlewnia była. Dlatego, żeby mieć własną produkcję, jakieś tam króliki, świnie.

Prowadząca: Na terenie zakładu to się znajdowało?

O.R.: Na terenie zakładu tak było, to znaczy w części tam, gdzie były magazyny na podwórzu to odgrodzone to oczywiście było, to nie było tam, gdzie jest, to jest w części tej, gdzie teraz nowe budynki są od strony Teatru Powszechnego. Tam w ogóle produkcji nie było, tam były warsztaty, magazyny, takie rzeczy jak skrzynie składane były, kartony były składane i tam część była wydzielona hodowlana była.

P: I długo taka hodowla się utrzymała tam?

O.R.: Proszę panią, to było, na pewno do 58 roku. To na pewno. A co dalej to już, to, to ale do 58 to na pewno. Sto procent. I wracając do tego, tego to wtedy, dopóki była własna hodowla to, to wszystko szło jako pasza dla świń. Natomiast później no próbowano coś wymyśleć, coś z tym zrobić. I ktoś wpadł na pomysł genialny, że przecież jak my to wszystko zmielimy, wymieszamy razem, do tego dodamy jakiegoś tam, do tego dodamy jakiejś tam chałwy, czy, czy masy jakiejś słodkiej jak to się zwiąże i może coś z tego wyjdzie. To po iluś tam próbach okazało się, że to zaczęło wszystkim strasznie smakować. I to bardzo było popularne.

P: A to ja nie słyszałam o tym.

O.R.: To tu, ale w Warszawie to pani znajdzie tutaj. Ja na przykład powiem pani gdzie.
W sklepach „Marcpolu” są stoiska, są stoiska gdzie sprzedają ciasto, torty i tak dalej. W ogóle w „Marcpolu”. I tam ostatnio widziałem dwa razy przysmak warszawski.

P: Przysmak warszawski.

O.R.: Przysmak warszawski, to się nazywa przysmak warszawski. Pani spróbuje to, to nie jest, tam nie ma tam tego smaku, ale cuda. Tam były połamane, tak jak powiedziałem herbatniki, kawałki czekolady, jakieś rodzynki, jakieś tam inne rzeczy więc to miało i do tego masa była taka słodka, przypominająca trochę chałwę. I to, to, to było rozrywane było. Zresztą jak pani spróbuje, to słodkie, tam nic złego nie może być. I to był taki pomysł ten i to był bardzo wiem, że osoby, które to wymyśliły to dostały dosyć dużą nagrodę za to, dlatego, że to były kolosalne oszczędności. To wszystko co szło jako straty, nagle zaczęło przynosić pieniądze. Ale to, to już było słynne. I to na zewnątrz to, to się nazywało blok czekoladowy, a pracownicy u siebie to nazywali gównem świętego ojca. Dlaczego, a bo nie powiedziałem dlaczego. Dlatego, że tylko Święty Ojciec wie, co tam w środku jest.  Później wiadomo było, że robili proporcje ile było herbatników, ile tego, żeby to miało jakąś tam, żeby to zawsze było jednakowe i powtarzalne smakiem, a bo tak to zaraz ktoś kupi takie, a ktoś kupi takie, prawda. Ale żeby to powtarzalny smak było. Ale pomysł samej nazwy, że to było Świętego Ojca, dlatego, że tylko Święty Ojciec wie, co w środku się znajduje. O, takie ciekawostki.