Bogusław Homicki: To była taka elita czy arystokracja bazarowa, która miała swoje własne budy i tam się odbywał handel. Zwykle w tych budach to były jakieś na zamówienie szyte… w ogóle istniał cały przemysł, taka jakby „szara strefa” – to się dzisiaj nazywa- przemysł, który dostarczał towar na bazar Różyckiego. A więc garnitury, stroje dla kobiet – bluzki, bluzeczki i… to wszystko było… było sprzedawane w tych budach. Oprócz tego był tak zwany handel naręczny- „naręczniak”, to tu z kolei handlowano albo używanymi rzeczami albo tzw. kupione w handlu uspołecznionym i sprzedawane dwa razy drożej na bazarze, bo to tak to się odbywało. Handel uspołeczniony istniał, ale tam ciągle coś było… wszystko… za tanio bo utrzymywano kurs złotówki, to już ekonomista by bardziej powiedział, sztuczny kurs złotówki do dolara, ponieważ rubel był droższy od dolara według tych kursów, no to wychodziły takie absurdy, że skoro jest taki kurs to i takie muszą być ceny. Ale z kolei za te ceny państwu się nie opłacało produkować, więc tylko „rzucano” – jak to dzisiaj można powiedzieć – do sklepu trochę rzeczy, no to ludzie je natychmiast wykupowali, no i co prze…co bardziej… zmyślni szli z tym na bazar i sprzedawali i drugie tyle zarabiali albo nawet trzy razy tyle. Handel uspołeczniony był, tylko tam ciągle brakowało towarów, bo produkcja była nie opłacalna, a bazar z kolei sprzedawał to co ludzie potrzebowali, po cenach takich jakie wynikały z kosztów. PG – Przestępstwa Gospodarcze, to z kolei w milicji był taki wydział do spraw walki ze spekulacją, to się nazywało Przestępstwa Gospodarcze, czyli oni mieli wyłapywać takie różne, różne rzeczy i… no ja myślę, że wyglądało to normalnie. Miałem taką nawet znajomą handlarę i tak sobie z nią stoję, gadam, tam rozmawiamy o różnych rzeczach, pah! Podchodzi facet, ogląda jakąś taką koszulkę modną, pokazuje, że mu to odpowiada, a ta kiwnęła głową, spakował i sobie poszedł. Ja mówię: „Słuchaj, ale on nie zapłacił!” – „A nie, nie, to z PG…” (śmiech) Czyli on… oni w ten sposób kontrolowali.. przestępstwa, no tak to się odbywało no coś tam od czasu do czasu złapali, wie pani… Był prawdziwy rynek i prawdziwe życie. Jeszcze była cała gastronomia przenośna, było fajne bo tym co chcą, co raz to: „Pyzy gorące, pyzy! Flaki, flaki!” No… w brudnej… taka bańka, takie kiedyś były bańki na mleko, jak się..no to te bańki, takie nie wiem… 50 litrów taka bańka miała? Może 25? No to w tej bańce, cała bańka była nagotowanych flaków. Żeby te, ta bańka nie wystygła, no to trzeba było ją okutać w różne szmaty, w worku, w wojłoki no i to tak niezbyt to apetycznie wyglądało, ale… ale wyczarowały te baby z tego naprawdę bardzo smaczne te flaki. O! Do tego mogło być jeszcze coś mocniejszego… na zakąskę, wódeczka krążyła, wszystko było! I ja mam tutej taki przykład mechanizmów jak, jaki, jak funkcjonował przemysł dostarczający towarów do sklepu, produktów. Znałem taką panią, którą można nazwać hurtownikiem, znałem w tym sensie, że czasami sam zarabiałem w tej sposób, że woziłem ją i jej towar i ona za to mi płaciła, prawda? A więc ona pojechała np. pod sklep z tekstyliami, tam stała w kolejce ileś czasu, sklep otwierano, wchodziło… wpadała (używam słowa wpadała a nie wchodziła, bo to się tak odbywało – ludzie się zawsze rzucali, żeby nie stracić miejsca w kolejce i tak dalej) I np. „Belę tego materiału kupuję”, no, belę niby nikomu nie zabrania się kupić beli, jak potrzebuje, ale te… kobitki z kolejki: ,”A no co pani tyle?” – „A bo to na zasłony takie dobre…”, tak wymyślała cuda, okazywało się, że to był normalnie materiał garniturowy, który się wiozło do umówionego krawca, krawiec szył z tego garnitury i ten hurtownik, w sumie pośredniczył, bo dostarczał materiał, materiał do krawca, od krawca do kupca, ten na bazarze nazywał się „,kupiec” i to był, i to była właśnie tak to się odbywało. Z drugiej strony, no z czym walczyć – jak to się mówi – z żywiołem? Z rzeką? To było potrzebne i to ludzie kupowali, no. Tego by się nie dało zlikwidować, bo po prostu ludzie to szyli, w prywatnych mieszkaniach, człowiek krawiec z jedną maszyną do szycia – no kto mu zabroni coś tam sobie szyć? Ja sam pamiętam, że pierwsze moje ubrania, to u krawca się szyło na miarę! Bo tak, była taka fala, że tłoczono na plastikowym kawałku… w kształcie pocztówki 1-2 melodie i to się sprzedawało, taki był wtedy Laskowski, świetnie śpiewał „Kolorowe jarmarki” – to był taki przebój! Pięknie śpiewał Laskowski te „Kolorowe jarmarki” , „Beata z Albatrosa”, takie różne przeboje to szły, to, to.. To była fajna sprawa. To mogła być prymitywna, plastikowa, z szarego, brudnego plastiku wytłoczony ten i to wszystko.