This is additional content area. Learn more
UWAGA! Ten epizod możesz również znaleźć na naszym kanale na YT
Eugeniusz Jugo: On był Polakiem, tylko wyjechał do Szwecji tam i został już na stałe. No i on przyjechał do Warszawy, ja opowiedziałem mu, że tu na Pradze, na której mieszkam, to jak się pójdzie na Brzeską – to, to jest normalnie miasto cudów i tam można wszystko zobaczyć. A on: „A co?” – ja mówię: „No słuchaj, jak zobaczysz… Teraz, która godzina jest? Jedenasta w nocy. No to jak pójdziesz gdziekolwiek, to do restauracji nie wejdziesz, bo musi być krawat, to… jeszcze coś na szybę przykleić żeby Cię wpuścili. A pojedziemy na Brzeską, wejdziemy za kiosk Ruchu i tam masz: schabowy, piwo, wszystko… setę, proszę uprzejmie. Na miejscu, dostajesz na talerzu wszystko podane.” – „Nie, nie opowiadaj tam!”, mówię: „No słuchaj, no to…” To on specjalnie, żeby przeżyć tu przeprowadził się do mnie tutaj na 3 dni. To on mówi: „To kiedy idziemy?” – „To chodź, idziemy zaraz,no!” Idziemy tam do pani Marii, i to było tam jest tylko jak tam się zaczyna Brzeska, jest taki ciąg po lewej stronie tych budynków, mniej więcej one dochodzą do wejścia na bazar, to tam była taka wnęka, stał taki budynek i tu przy samym chodniku był kiosk Ruchu, w tej wnęce i za tym kioskiem pani Maria miała swój świat. No i dopóki jeszcze tam myśmy poszli, no piwo, schabowy, normalnie, widelczyk… wszystko tak jak w restauracji, z serweteczką, wszystko. I dopóki nie podjechała milicja wtedy jeszcze, to on był jeszcze spokojny, ale jak podjechała milicja i do milicji jeden z ludzi, którzy tam pomagali pani Marii, poczuł się o dwa talerze, podszedł do tego radiowozu zaniósł dwa schabowe, Ci policjanci zjedli te schabowe w tym samochodzie „dziękujemy”- „do widzenia”! No to „do widzenia”. Odjechali, to on uwierzył, że już wszystko jest możliwe na tej Brzeskiej. Podjeżdża policja, tu meta, bo to meta była – gorzała, piwo, gdzie nie można było nic kupić, a tu można wszystko było! I co najważniejsze, było pewne, że tam nikt nigdy w życiu nie mógł się zatruć! Bo jak by ktoś się zatruł, gdzie to było zawsze świeżutkie, z roli, to było smaczne! Jakby ktoś się zatruł, to co? Następnego dnia by przyszedł i zrobił taką awanturę, że tam tego kiosku Ruchu nawet by nie było już! I pomijam tego całego interesu, no… I z resztą to kwitło to potem na bazarze samym jako takim, że tam i pyzy i flaki i tam wszystko było. No bo Ci ludzi dbali o to, mimo tego, że to było robione w domu, czy tam wie pan, może nie akurat takich…, że sanepid by się nie mógł przyczepić, ale było to robione tak, żeby nikt nie mógł zachorować od tego, no! Czyli było to lepiej niż w knajpie, no. Bo w knajpie to nie raz się zdarzyło tak, że ktoś poszedł i trzy dni potem już zdychał po tym co zjadł – ja nie mówię, że wypił za dużo, ale po tym co zjadł też się mógł rozchorować. A tu wszystko było normalnie.
Prowadzący: Ta pani Maria, to np. w jaki sposób ona funkcjonowała oficjalnie?
E.J.: Na krześle siedziała, tutej, tu była budka Ruchu, tył budki Ruchu, tu miała taki stolik i tutej miała te termosy z tym wszystkim… To było normalnie na ulicy, no! W dzień tego nie było! To tam było czysto. To zaczynało się tak ok.20:00. I to leciało, wie pan, do końca towaru, no. Przeważnie, to wie pan, to się odbywało tak 2:00-3:00, no… Podjeżdżała ta, ta – milicja, przyjechała, dostali to, „do widzenia”, no i te taksówki przyjeżdżały, też kupowali, przez szybkę podawali, i odjazd dalej.
P: Taki jak Mc’n’Drive jest teraz!
E.J.: No tak! No tak! Coś tak… prawie tak, no! No i… ale mówię panu, to było o tyle dobre, że ona miała na pewno wszystko tak, na takim poziomie, że tu ludzie przyjeżdżali, bo to było fajne i jako, wie pan, jakoś kuriozum tego całego…
P: No tak, atrakcja! No, atrakcja też, no.
E.J.: On mówi: „Słuchaj, w Szwecji to jest niemożliwe”, mówię, no: „Ja Ci powiedziałem, że to jest miasto cudów, no to chodź to uwierzysz w to, no. To będziesz wiedział na czym to polega, no.” Potem ile razy tylko przyjeżdżał to: „Co, idziemy do pani Marii?”, ja mówię: „Dobra, chodź – idziemy” i po tym jeszcze chyba z trzy razy byliśmy! Już mieszkał w hotelu, bo już wie pan – bo stąd było bliżej, chciał zobaczyć dojście stamtąd, jako, jako takie jako było, że tam jak się idzie po drodze wszystko, cały ten… klimat jaki tu jest, bo to rzeczywiście tu był – wie pan teraz to już nie ma tak jak kiedyś, no. Było tak, że mógł pan wyjść, ubrania… byś pan goły, no! Albo też było tak, no bo to też nie przebierali w środkach.
P: Panu się tak zdarzyło?
E.J.: Nie, nie – ale mojemu koledze np. który jechał do Bułgarii, wie pan, że ludzie wtedy wywozili wszystko co się dało… kolega, proszę pana, lisy do Bułgarii wywoził. I on… a on jest z Płocka. I on, proszę pana, te lisy nie wiem w jaki sposób, ale to jego tajemnica była, popakował, wie pan jak groszek… groszek, to mniej więcej jest tej wielkości puszka, prawda? No a jak pan się uparł to i tego lisa pan zmieścił w taką puszkę! No to tak pan skręcił, no i on tak tych puszek miał w tym bagażniku. I coś jeszcze poszli dokupić na bazar, wie pan, no i jak przyszli, to już niestety groszku nie było. Ja kiedyś wróciłem, nie pamiętam skądś, poszedłem z żoną na bazar, no to jak żeśmy przyszli do domu, to ona miała torebkę przeciętą, a za mną szli i się szykowali żeby mi zerwać łańcuch i ten, ten, bo widziałem, że idą za mną, na bazarze. To byli fachowcy już, no. Ale to też już źle akurat trafiali, bo żona pracowała akurat tam taki bar był i ona tam pracowała. Przy samym tym bazarze, tam wszyscy ją znali, a tu musieli być jacyś nowi… Także… nawet jakby coś takiego zaistniało, to by… musiałoby to wrócić z powrotem do nas, bo…
P: Sami Swoi…
E.J.:No… Z resztą wie pan, to rzeczywiście to była fabryka tutaj cudów też, bo… to na dobrą sprawę na bazarze mógł pan kupić wszystko, no. Jakby się kto uparł to by samolot chyba kupił, no. Ja już pomijam kartki, bo kartki, to były wie pan –tak jakby mieli swoją drukarnie, to tam można było kupić tonę kartek, no. Wszystko. No dyplom inżyniera na przykład, no, to wie pan, no – z dokładnie z latami gdzie pan był uczniem i studentem, no wszystko! Nie takie ludzie rzeczy robią i będą dalej robić.
