Krzysztof Makulski: Znajoma pielęgniarka, która, która pracowała, pracowała na Białołęce, w tym zakładzie karnym i… zmieniła pracę, przeszła do innego… ale jako pielęgniarka dalej pracowała. No i poszła na Bazar Różyckiego, po wypłacie, bo chciała sobie coś eleganckiego kupić, no i ją wzięli i okradli! I tak chodzi taka smutna po tym bazarze i kłania jej się jakiś dżentelmen i ona w pamięci uzmysławia sobie, że on kiedyś osadzony był na Białołęce. I mu mówi: „Panie, no wzięli mnie tu i… no nie wiem 15-20 minut temu, miałam pieniądze, ukradli mi z torebki całą pensję, chciałam sobie kupić to, tamto, siamto…” – „Ja bardzo panią przepraszam, pani tu postoi”. Nie minęło 10-15 minut, facet przychodzi :”Ja bardzo panią przepraszam, bardzo panią przepraszam – tu wszystko jest, co pani miała” Ona liczy a tam jest dwa razy więcej! (śmiech) Jeżeli, powiedzmy, ona była na Białołęce sympatyczna dla osób osadzonych, czy dla skazanych, bo tam było różnie – i tak i tak było, to zapamiętali, zapamiętał ją jako sympatyczną i jak się poskarżyła to… „Proszę pani –mówi- więcej się to… To przyjezdni! To żaden od nas!”.