Anna Dembowska: Tutaj niedaleko mieliśmy Bazar Różyckiego – jakie tutaj były wspaniałe produkty! To wszystko było świeże, to wszystko było pyszne, było mięso… no ponieważ było tańsze, więc mięso np. końskie niż wołowe, czy, czy… to tam kupowałam właśnie w tamtych, w sklepie, tak, tak… A kupowałam, bo tam była tańsza, to mi się to opłaciło z tego powodu, a poza tym to, to nam to smakowało. Ja teraz żałuję, że teraz to jest tak ogromna cena koniny, że w ogóle człowieka nie stać na to! Jest tutaj na, na tej, na Ząbkowskiej jest jeden sklep, w którym jest konina i drugi jest na Skaryszewskiej. Jest najdroższa od wszystkich mięs, a kiedyś była najtańsza. Także nie raz, nie raz była np. zamrożona mięso takie, takie… kupiłam kilka kilogramów, to syn sobie tam kroił i taki stek sobie robił na patelni, także to mu też tak smakowało, że… tatara robiliśmy i właśnie takie steki sobie smażył. Nawet i rosół też robiliśmy na tym! Nie wiele się różniła od wołowego. No, w okresie komuny kiedy wiele produktów było na kartki, konina była bez kartek. Ja wiem, że ten sklep z koniną był na Bazarze Różyckiego i tam się zaopatrywałam. Tęsknie za tym, żeby ten Bazar Różyckiego był taki jaki wtedy, ale niestety, nie… Przyszła jesień, to się kupowało np. gęsi. Gęś, taką gąskę się kupiło, upiekło! Ach! To było… ! A teraz… i właśnie brałam ze sobą syna, najpierw obeszliśmy, zobaczyliśmy co, ile, ile kosztuje i wracaliśmy do tego wybranego stoiska.