This is additional content area. Learn more
Krzysztof Makulski: Młody chłopak, zanim zdobył tą taką jakąś robotę, bo tej roboty też nie było nawet dla ludzi, powiedzmy, jakiś tam wykształconych bardziej lub mniej. W każdym razie zaczynał tu gdzie mamy dziś Muzeum Powstania Warszawskiego, to była elektrownia. Przed wojną była elektrownia tramwajowa. I tam w tej elektrowni , od tej elektrowni tramwajowej zaczął tam pracować, właściwie rozładowując węgiel. I paląc w tych piecach w elektrowni tramwajowej. I jakimiś tymi okolicznościami, zbiegami okoliczności, dostał się już do sieci trakcyjnej i zaczął pracować jako konduktor w tramwajach, przed wojną. Później awansował i był kierownikiem Działu Biletów Okresowych. Potem wojna – no to wiadomo, Powstanie, potem te Niemcy no i po wojnie jeszcze krótko pracował tam do któregoś roku w tych tramwajach i przeszedł do tego Instytutu… Państwowego Instytutu. On mówił, jak jeździli, jeździli np. no to, że Niemca rozbroili na ulicy Odrowąża, przy cmentarzu… że dzieciaki np. jak jeździły, to chowali te dzieciaki do ławki, były tzw. piasecznice. Czyli pod ławką tramwaju, te ławki były podnoszone do góry i tam był piasek, bo jak np. trzeba było hamować, czy było ślisko na torach, liście, lód, to były takie urządzenia, które ten piasek na tory wysypywały żeby się kółka nie ślizgały. No jak tam nie było piasku, to można było kogoś tam schować w to, do tej ławki. No i takie, takie, takie te rzeczy były, no. Dlaczego np. stać go było na wynajęcie tego mieszkania na Hetmańskiej? No dlatego, że miał takie pensje, no! Bardzo dobrze zarabiali. Dałem go, dałem go swojemu siostrzeńcowi – Paweł Mozer. Paweł Mozer, kieszonkowy zegarek, srebrny, chodzi do dnia dzisiejszego bez szwanku z dokładnością do 15 sekund! Tą torbę miałem, prawda, torbę miał na bilety, na pieniążki, miałem gdzieś jeszcze ten znaczek przed wojenny, prawda, tramwajarski co na czapce był. Konduktor jeździł w pierwszym wagonie i w drugim wagonie. Jeździły dwa wagony i konduktor z drugiego wagonu podawał sygnał tym dzwonkiem takim, właśnie, pociągając za sznureczek i dzwonek dzwonił, to dawał znak pierwszemu, z pierwszego wagonu. Jak były np. dwa dzwonki, jeden po drugim, to motorniczy musiał się natychmiast zatrzymać, bo coś się działo niebezpiecznego. Takie sygnały mieli, no. Niestety te tramwaje wtedy, no były, nie było tak jak dziś, że te drzwi się zamykały automatycznie, drzwi były zasuwane, albo w ogóle były niezasuwane, bo były tramwaje takie, które były po prostu tylko owijane brezentem! Miały szybę z boku, powiedzmy, ale pomosty te, te tzw. pomosty, czyli tam gdzie, stał motorniczy, to był mróz! To kożuchy mieli, pamiętam taki kożuszek, to jeszcze po wojnie chodziliśmy w tym kożuszku do piwnicy albo gdzieś na podwórku jak trzeba było coś zimową porą zrobić, bo to był kożuszek tramwajarski, który był przynależny tramwajarzowi. Ogrzewanie w tych tramwajach było takie żarowe, były takie kosze z dziurkami, takie, takie zabudowane i tam były grzałki i to grzało. No natomiast te pomosty były zazwyczaj zimne, no. Tych wagonów doczepnych zwłaszcza, bo ten wagon motorowy no to tam miał przy oknach, powiedzmy, te jakieś niby tam grzałki, żarniki takie, ale jak był mróz, to każdy pan motorniczy był ubrany w ten kożuch, w buty filcowe, ciepłe takie waciane spodnie i żeby cokolwiek widział, to miał taką, taką, taki mazak z filcem, sól i żeby okna nie zamarzały, to tą solą smarowali. Sól rozpuszczała wodę i jak była woda słona czas jakiś, to nie zamarzało! W środku, w wagonie, bo te przedziały były, powiedzmy, przedział ten pasażerski, gdzie był do siedzenia, to były te drzwiczki zamykane z jednej i z drugiej, to tam było cieplej, natomiast na tych pomostach to było chłodno.
Przez całą Warszawę jeździłem do szkoły średniej, na Żoliborz. Dworzec Wileński, bo jak na ten Żoliborz jechałem, to zazwyczaj jechałem albo do Wiatracznej 17,albo 6 tutaj na te Bielany. No i jak ten Dworzec Wileński był, prawda, rano człowiek jechał do szkoły, to godzinę trzeba było wyjść, gdzieś tam żeby dojechać na Żoliborz, no t trzeba było wyjść za dwadzieścia siódma żeby tam dojechać na tą ósmą! To akurat ten czas, gdzie ludzie z tego, prawda, też jechali do roboty, osoby, które woziły towar, nie wiem, zaopatrzeniowy, prawda, z miejscowości pt. „Wołomin” i te inne Kobyłki i tam jeszcze dalej gdzieś. Z koszami, z bańkami, to wszystko się do tramwaju pchało. No i to takie tam… opowiadania najróżniejsze, bo to: „Panie! Gdzie się pan pcha z tym koszem?!” , czy tam pani: „Gdzie mi pan tą rękę wkłada!” – „Co pani mi z tą ręką! Co pani myśli, że ja z panią bym chciał spać?! Ja bym wolał z kozą spać niż z panią!” – „Pijak” – mówi – „Jaki pijak?”- mówi: „Trochę nietrzeźwy jestem, a pani jest brzydka” – „Pijak!” – „Brzydka jest pani” – „Pijak!” – „A ja jutro będę trzeźwy, a pani dalej będzie brzydka”.
