Danuta Semeniuk: Ale miałam taki, mam wspomnienie, bo wujek przyjechał do Polski, no po takich wędrówkach, że tak powiem, wojennych dopiero w ’49 roku chyba tak, z Londynu, czy w ’50 roku, więc stosunkowo późno przyjechał ale przywiózł ze sobą kota. Kot z nim wędrował od Egiptu. I to była kotka syjamka Makuka. I to była, no powiedziała bym wyjątkowej urody na pewno, ale i wyjątkowej osobowości, bo ona siadywała, bo mój kot na przykład teraz cały dzień śpi. Potem w nocy będzie biegał po ogrodzie. A ona siedziała właściwie godzinami na szafie nieruchomo. Jakby ktoś nie wiedział to by myślał, że jakiś taki posążek. No i był piekielny problem, bo ona była wyjątkowo erotycznie, że tak powiem rozbudzona… a no… to jednak był bardzo rasowy kot i nie można było jej puścić, żeby ona się gdzieś tam puściła z tymi dachowcami ze względu na jej zdrowie. No i znaleźliśmy kota w ZOO. To był jedyny kot Syjam w Warszawie. Myśmy z bratem taszczyli tę naszą kotkę do ZOO, do pana Żabińskiego wtedy. No i raz się urodził, to mój brat odbierał poród, bo to był bardzo ciężki. Gdyby nie mój brat to kocina by zdechła. No i urodził się Lama właśnie, taki śliczny kot, który potem wykazał naprawdę wielką inteligencję i pojechał do Katowic i sam z siebie korzystał z sedesu, co wszyscy oczywiście chcieli podglądać. Kot który korzysta z sedesu! I zaglądali przez albo uchylone drzwi, albo przez dziurkę od klucza. On tego okropnie nie lubił. No ale potem jak myśmy wyszli z domu i, i ciocia była z wujkiem i z babcią nie upilnowali tej kociny, a ona naprawdę miała fioła na, na punkcie seksu, no mogłaby na okrągło. To ona się puściła z jakimś dachowcem i przypłaciła to życiem. Bo poród był na tyle ciężki, że do lekarza się nie zdążyło, no nas nie było i, i kotka padła. No więc to był taki właśnie, egzotyczny właśnie, ale ze smutnym epilogiem, zakończeniem. Epizod zwierzęcy.