Jerzy Pustoła: A, jeszcze takie były rzeczy! Tam przychodziły dokumentacje radzieckie na, na te części, co on mówił, po to, żeby to przetłumaczyć na Polski i żeby to do Mielca szło. I jak ta dokumentację tu przysyłali to tutej oczywiście był taki specjalista rosyjski, inżynier, jakiś oficer, który dopilnowywał żeby ta dokum[entacja]… to ściśle tajne było – oczywiście żeby to nie poszło gdzieś indziej. I pilnował tego, tego biura. Ale, jak przychodziła ta dokumentacja radziecka, to tam błędy były. Bo oni odrysowali z tych niemieckich czy amerykańskich samolotów, a ponieważ, nie, nie wszyscy byli najwyższej klasy, to czasami błędy były, źle zrobili. Na przykład łożyska – amerykańskie to były w calach, a w Polsce są w milimetrach i oni tam, prawda, te cale przerysowali to samo później ile i to przychodziło. Jak to przyszło tutej do Polski, to ojciec mój się śmiał i mówił do tego Ruska, mówi „jakie wy dajecie tutaj przecież to w Polsce, to w Europie są inne wymiary tutaj!” A tamten się czuł oburzony, że w ogóle można krytykować uczonych radzieckich. I mówił to. A ojciec mój znał świetnie rosyjski, bo był przecież w wojsku rosyjskim i druga rzecz, był dobrym fachowcem znał ten niemiecki, amerykański. I ten, tentem Rusek był bezradny w dyskusji z ojcem (śmiech) bo, bo, bo argumenty mu stawiał, to tylko mówił „uczeni radzieccy są bezbłędni i tego nie wolno krytykować i… koniec”! Rób tak, jak tam jest!