Danuta Semeniuk: Ja miałam z bratem row… znaczy brat miał rower, no i on właściwie korzystał. I nawet raz próbował mnie nauczyć, ale to była taka ekstremalna, że tak powiem sytuacja, bo przywiązał mi nogi do pedałów. No ja jeździłam, wreszcie się… po tym naszym podwórku, bo ono było taki dosyć duże i takie powiedziałabym bardziej brukowane. No i ja się już poczułam na tyle zmęczona, że chciałam już z tego roweru zsiąść. Ale jego nie było. Wobec czego ja aż w desperacji dojechałam do jakiegoś słupa, musiał być jakiś, tutaj koło wejścia, i po prostu złapałam się tego słupa i siedziałam na tym rowerze dopóki on nie przyszedł. I właściwie od tamtej pory miałam taką awersję do jazdy na rowerze, bo po pierwsze nie było tego roweru, że kiedy chcę to jadę i potem dopiero jak miałam jechać zbierać materiały do pracy magisterskiej, z mężem zresztą, no to drugi raz w życiu wsiadłam na rower, to zresztą miałam też różne takie śmieszne przypadki. Ale chyba nie polubiłam tego po prostu, i może mam kłopot właśnie czy z koncentracją, czy… no nie wiem z czym, zresztą moja córka też chyba po mnie odziedziczyła…. i jak mam skręcić w lewo to skręcałam w prawo… hamowałam nie w tą stronę aż prawie wyłamałam, wygięłam prawie pedał więc antytalent absolutny. Chyba do samochodu też się nie nadaję, bo wtedy kiedy bym miała zahamować pewnie bym przycisnęła na gaz. Więc nawet nie, nie próbowałam.