Irmina Krysiak: W każdym razie jak front rosyjski zbliżał się do Pragi, to Niemcy ewakuowali tą fabrykę. Ciężarówkami wywozili ludzi. Tego obrazu też nigdy nie zapomnę. To były ciężarówki odkryte takie, ławki miały poustawiane wzdłuż tych platform i na brzegach tych ciężarówek siedzieli Niemcy po dwóch stronach, a tutaj byli stłoczeni ludzie. Przy wywożeniu pracowników z tej fabryki, a już wie pan, jak jest, jak coś się dzieje, to… pocztą pantoflową pogłoski się rozchodzą błyskawicznie. Każdy drugiemu, jeden drugiemu chce powiedzieć jak najwięcej, żeby jak najwięcej wiedział, żeby mógł skutecznie działać, bronić się. I jak pracownicy mieli być ewakuowani… wie pan, to też taki śmieszny zupełnie przypadek, bo jak pan wie ja wyszłam, to miałam na sobie tylko sukieneczkę i sweterek. Czyli miałam jedną, jedną koszulkę, jedne majteczki i to co na sobie, prawda? To musiała być… no nie wiem jaki to był dzień tygodnia, w każdym razie mama włożyła mnie do wanny, tą bieliznę ze mnie zdjęła i prała, żebym mogła założyć na następny dzień czystą i w tym momencie była informacja o ewakuacji. W związku z tym moja mama mnie musiała założyć tą mokrą bieliznę. Suszyła ręcznikiem.
Moja mama miała jeszcze wtedy taką, taką torbę, w której przygotowywała apteczkę, środki dezynfekcyjne, opatrunkowe, bandaże, jakieś tam inne rzeczy, żeby w razie postrzału, bo to przecież ludzie naprawdę byli ranieni często, gęsto – nie musieli się przewracać, żeby sobie otrzeć skórę. Więc trzeba było takie środki mieć. I moja mama miała taką torbę właśnie przygotowaną. To był taki plecak, pojemnik. Moja mama miała ten plecak na plecach, mnie trzymała na ręku, a ja miałam trzymać tą torbę z apteczką. I tak, i tak wsiadłyśmy do tego samochodu. Do tej, na tą ciężarówkę. Ponieważ mama z dzieckiem, no to jakoś tak byłyśmy tuż przy, przy tej burcie. Moja mama zupełnie… nie wiem, nie umiem wytłumaczyć skąd to się wzięło, co za impuls zadziałał, w każdym razie moja mama wyskoczyła ze mną z tej jadącej ciężarówki. Te ciężarówki nie jechały pędem, dlatego że po jednej i po drugiej stronie były gruzy, i po jednej i po drugiej stronie były płomienie. W związku z tym no tak na dobrą sprawę nie było gdzie uciekać, nie wiem dlaczego moja mama tak zrobiła, ale chyba dzięki temu przeżyłyśmy. No Niemcy zaczęli strzelać za mamą, ale ponieważ mama się, przykryła mnie sobą i nie ruszała się, no to oni myśleli pewnie że…albo że trafiona, albo że od razu jak wyskoczyły, przy tym wyskoku jesteśmy już nieżywe. I jak oni odjechali, oczywiście kule nas nie trafiły. Nie wiem czy z litości nie celowali, tylko dla postrachu, żeby nikt do nich nie miał pretensji, nie wiem. Bo czasami byli, można powiedzieć ludzcy Niemcy. Okazywali jakieś uczucia normalnego człowieka. Jak ta ciężarówka już zginęła nam z oczu, to moja mama porozbijana przeokropnie, poraniona, z rozbitymi kolanami, łokciami – no mnie chroniła i tak upadła. Doczołgała się ze mną do najbliższego schronu, tam gdzie się jeszcze nie paliło i gdzie jeszcze można się było schronić. I czy pan wie, że… nie wpuścili nas do tego schronu? Ponieważ widzieli mamę pokrwawioną całą, więc sądzili, że za mamą będą zaraz Niemcy gonili i że wrócą po nią, skora ona w takim stanie czołga się i chce się schronić. Nie wpuścili nas. I myśmy calusieńką noc przesiedziały na zewnątrz oparte o mur domu. I wiadomo że po prostu każdy drżał o własne życie. Nie chcieli przez jedną osobę narażać kilkudziesięciu, które były w schronie schowane, prawda. W związku z tym… no, też pamiętam nad ranem jak już się skończyła godzina policyjna i już się wolno było poruszać, to szłyśmy z mamą z tej Mińskiej na tą Wiosenną, to jest, ja wiem, spory kawałek – to trzeba przejść, dojść do Grochowskiej, przejść przez całą Targową do Ząbkowskiej, Ząbkowską. No, ze 3 kilometry, 4 kilometry, może więcej, nie wiem. To zanim doszła tam na tą wiosenną, to myśmy poza Niemcami rozciągającymi linię telefoniczną nie spotkali żywej duszy. A moja mama z tym plecaczkiem z worka i ja z tą torbą opatrunkową, i tak szłyśmy. Potem, to było dla mnie okropne wrażenie, bo tylko… no mama się nie miała gdzie umyć, była cała zakrwawiona. W związku z tym nawet ci napotkani Niemcy z daleka rozwijający druty, to były, byli dla mamy zagrożeniem. Więc gdzieś tam przy ścianie starałyśmy się być niewidoczne. Ale ja słyszałam wtedy ich podkute buty. Jak oni szli i ten drut z tej szpuli rozwijali, zaczepiali gdzieś tam. Oni po powierzchni tą linię ciągnęli. I takie samo dudnienie kroków, któremu towarzyszyła niesamowite, niesamowity strach, bo ja się cały czas bałam. Bałam się, bo czułam strach mamy. Ja sobie nie zdawałam sprawy z zagrożeń, ale ja ten strach czułam. To taki sam strach i to mi się przypomniało momentalnie, jak wie pan, jakby błyskawica przeleciała z któregoś tam sierpnia, 31 sierpnia 81 roku. Do tamtego dnia, kiedy szłyśmy po wyskoczeniu z tej ciężarówki. To był 31 sierpnia 81 roku to był strajk generalny. Nie było na ulicy żywej duszy, a ja musiałam pójść do urzędu zatrudnienia i załatwić sprawy. I ja swoje, byłam w pantoflach na obcasie. I ja to, ten, te moje kroki odezwały mi się w głowie w tamtym dniu, kiedy wracałyśmy po wyskoczeniu z tej ciężarówki. Taki sam strach towarzyszył mi wtedy, ponieważ nie było żywej duszy na ulicy. Ja jedna jedyna i puste ulice. No ale to tak, tak się, tak się właśnie wszystko to czasami odzywa echem. I jak stamtąd po tej, po tym wyskoczeniu – doszłyśmy do babci na Wiosenną no i tam już byłyśmy do końca powstania.