This is additional content area. Learn more
Halina Bandurska-Kryłowicz: Byłam mieszkanką kolonii Śliwic w latach 1946 do 1970 roku. Właściwie na Śliwicach przebiegało moje dzieciństwo. Dzieciństwo było jak to dzieciństwo – chwile były i radosne i smutne. To był okres powojenny czyli lata bardzo trudne i dla mieszkańców Śliwic tak jak dla mieszkańców całej Warszawy. Problemy były z wyżywieniem; ludzie bardziej może operatywni czyli niektórzy mieszkańcy mieli rodziny poza Warszawą i kupowali żywność, przywozili. Inni kupowali od osób, które te artykuły przywoziły. Ratunkiem dla wzbogacenia pożywienia była możliwość hodowania zwierząt czy to w piwnicach które były wyjątkowo duże czy to w komórkach mniejszych, większych, przydomowych. Moja mama tzn. rodzice hodowali w piwnicy kurczaki chyba, ale oprócz tego hodowali dwie kozy. Gdzie je hodowali, gdzie je przechowywali nie wiem. Moja sąsiadka w komórkach zlokalizowanych bezpośrednio przy budynku hodowała króliki. Króliki były wspaniałe, rozpacz była wtedy, kiedy jednego czy drugiego trzeba było uśmiercić. Rozpacz była dzieciaków. Rozpacz była również pani sąsiadki – nie chcę mówić nazwiska – i kiedy pewnego dnia zjawił się urzędnik i poinformował że niestety hodowla wszelkiego rodzaju zwierząt czy to kury czy kaczki czy jakieś kozy musi być zlikwidowana. W przypadku niezastosowania się do zarządzenia będą wyciągane konsekwencje służbowe. Wiem, że sąsiadka była zrozpaczona, przez dłuższy okres czasu nie bardzo miała ochotę likwidować hodowli królików. Ale dzieciaki też nie chciały, bo one były wspaniałe, dzieciaki uczyły się opiekować tymi zwierzętami i poznawały życie tych zwierząt. Niestety ku rozpaczy i sąsiadki i naszej została ta hodowla zlikwidowana.
