This is additional content area. Learn more
UWAGA: Ten epizod możesz także znaleźć na naszym kanale na YT
Ryszard Szymański: Wagarując, chodziłem raczej na Legię. Legia w tym czasie, proszę Pana, była w gruzach, płot był dziurawy w sposób makabryczny; a w ogóle takich pętaków jak ja, to wpuszczali tam pod nogą. Nie pytając o bilety, zresztą ja nie wiem, czy w ogóle ktoś wtedy bilety kupował, bo nie słyszano o czymś takim. No i pamiętam, proszę Pana, kiedy… kiedy były mecze. Był mecz: Polska z Węgrami, kiedy, w ogóle, był straszny rumor na stadionie, bo Boruc wtedy był bożyszczem Warszawy i on złapał piłkę w ten sposób, strzeloną, tego, a któryś z Węgrów podleciał i mu uderzył głową w tą piłkę, którą trzymał w rękach i uznano gola.
Prowadzący: No nie!
R.S.: I była rebelia na stadionie wtedy, pamiętam, bo to było… ja zawsze tam wtedy gdzieś przy bramce siedziałem, bo piłkę podawałem, jak poleciała. Więc wtedy… to pamiętam, to wydarzenie, nie wiem czy…
P: Ale co, były poważne rozróby jakieś, tak? W związku z tym.
R.S.: Nie! Nie, no, wie Pan, no awantura „Sędzia kalosz!” i tak dalej. Wtedy nie było takich plugawych odzywek na stadionie, to tam „kalosz” mu powiedzieli, tam, ale żeby ktoś tam mocniej szarpnął, to raczej się tego nie używało.
P: A jakie jeszcze Pan mecze widział na tej Legii wtedy?
R.S.: Oj, to jeden ten pamiętam, ale ja tam dużo chodziłem, wie Pan, to, potem, nawet… nawet były reakcje, że tak powiem, ciała pedagogicznego.
P: Aha, często Pan chodził na wagary?
R.S.: No tak, bo… bo ja się, prawdę mówiąc, tam… babcia była w sklepie, służąca robiła żarcie, a ja robiłem, co chciałem, no. Nie zawsze to, co ja chciałem, to była szkoła, powiedzmy sobie szczerze.
