This is additional content area. Learn more
UWAGA: Ten epizod możesz także znaleźć na naszym kanale na YT
Ryszard Szymański: Pierwsze moje wspomnienia wojenne, takie… bo prawdę mówiąc na Pradze wojny nie było. Niemcy byli nieliczni. Chodzili grzecznie z karabinami na paskach, pamiętam. Ale bez… nie widziałem interwencji nigdy, takiej ostrej jakiejś. Oni po prostu tak jak policjanci się zachowywali, z tym że byli uzbrojeni. Nigdy nie mieliśmy z nimi do czynienia i w mojej obecności żadnej akcji nie było. Pierwsze co tak było, że tak powiem, polityczno-społeczny aspekt, to na Kępnej było miejsce rozstrzelania. To było gdzieś tak wczesną jesienią, 43-ciego roku i tam przywieziono kilkadziesiąt osób, nie wiem czy Pan zna to miejsce?
Prowadzący: Znam, ale to Pan opowiada z własnych wspomnień, czy po prostu…
R.S.: To jest… to są moje wspomnienia, autentyczne, których… którymi nie handlowałem. Natomiast wtedy, proszę Pana, przechodziliśmy następnego dnia po tej egzekucji. Bo oni rozstrzelali tych ludzi, załadowali na, tam, na furgon… na samochód i wywieźli. I, proszę Pana, mama szła wtedy z nami na spacer. Chyba z premedytacją poszła właśnie tą Kępną – ale powiem zaraz dlaczego z premedytacją – bo jak doszliśmy do tego, to się obejrzała w jedną stronę, w drugą, wyjęła spod… z wózka, bo siostrę mam młodszą o 5 lat i ona… ja wtedy miałem… 5-6, a ona była malutka jeszcze. I to było tak: dała mi taki malutki bukiecik kwiatów i mówi: „idź, Rysiu, połóż tam pod tym”, to tam już były świeczki, były… były jakieś tam kwiatki, „tylko uważaj, żebyś w te czarne plamy tam nie wdepnął”. Bo tam było to krwią polane w ogóle. I, proszę Pana, ja się tak też za… pod wpływem mamy, oglądania, obejrzałem dookoła, i taki, pamiętam, przycupnięty przez tą ulicę przebiegłem, położyłem ten bukiecik, obejrzałem się, czy dobrze stoję, prawda? Żeby nie być… wróciłem z powrotem, no i poszliśmy dalej, nie było… Ale jak wróciłem do domu i sandałki zdjąłem, to oglądałem buty, czy nie są ubrudzone, także to pamiętam. I to było pierwsze takie mocne, wojenne, że tak powiem, przeżycie, które się utrwaliło.
