This is additional content area. Learn more
UWAGA: Ten epizod możesz także znaleźć na naszym kanale na YT
Ryszard Szymański: Mieszkałem proszę Pana w bardzo zacnym domu, na rogu ulicy Kępnej i Targowej. Niech, niech Pan sobie przypomni ten kawałek i tam jest taki grafitowy budynek z ładnymi arabeskami i różnymi tam zdobieniami i ciekawy architektonicznie, aczkolwiek od podwórka, jak wszystko na Targowej był bardzo kiepskiej jakości, a myśmy od podwórka mieszkali… . To jest tak po przekątnej od bazaru Różyckiego. Przez cały mój życiorys właściwie, ten wczesny, socjalistyczny także później, to było centrum Warszawy ze względu na bazar Różyckiego, bo tam było wszystko do kupienia! No po cenach różnych, a tu, a w czasie socjalistycznym to były czasy kiedy się tam kupowało pomarańczkę, jedną, na prezent jak się szło do szpitala do kogoś. Ale w ogóle warzywa, owoce, no wszystko, czego nigdzie nie było potem długo, długo w sklepach, to na bazarze było wszystko, jak nie od przodu to od tyłu trochę taniej trochę drożej, ale było wszystko łącznie ze złotem i brylantami nawet podobno też.
Z dzieciństwa mi pozostało parę sprośnych piosenek… z imienin i… i z towarzyskich spotkań, bo to był okres, kiedy się zdrowo piło szczególnie na Pradze. Jak myślmy robili jakieś, jakieś tam święto rodzinne w sensie imieniny, czy, czy spotkanie towarzyskie to tata zawsze pilnował, że na parę miało być pół litra i ćwiartka w zapasie. Także trzy czwarte było na parę i… i pierwsza tura to było pół litra na stół prawda, a potem jeszcze dodatki, to zwykle szło. Aczkolwiek, to była rodzina taka powiedziałbym średnio alkoholowa, a jak na Pragę to bardzo nisko alkoholowa. Praga w tym czasie była centrum życia towarzyskiego absolutnie, tam było knajp więcej jak … kamienic zdaje się, bo w niektórych były po dwie knajpy.
Prowadzący: Gdyby Pan nóżkę cyrkla wbił w swoim budynku i takie zatoczył koło powiedzmy o promieniu kilometra, to byłby Pan w stanie wymienić jakieś nazwy knajp w okolicy najbliższej?
R.S.: Proszę Pana więc tak. Na Brzeskiej był knajpa w knajpę dosłownie. To znaczy do bramach [niesłyszalne]. Najsłynniejsza była „U Marynarza” to było tak w pobliżu Ząbkowskiej, gdzieś tak między [Barchanem], a Ząbkowska i był taki tłuścioch ogromny, takie chłopisko tłuste i on podobno był marynarzem. Tam Kolczyński także bywał, wie pan kto to Kolczyński tak? Kolczyński z resztą się udzielał, wlał … i na bazarach. Jak ktoś krytykował trzy karty na przykład to… to miał do czynienia z Kolczyńskim wtedy (śmiech) używali go do tego, jak ktoś miał pretensje wie Pan, on te tam różne ma… machlojki.
P: Wypłaty.
R.S.: Tak, tak, tak. I on… wystarczyło, że on przyszedł (śmiech) za oszewkę wziął i sprawa była załatwiona, nie było reklamacji wtedy.
P: Czyli on trzymał taką sztamę z tymi [handlarzami]?
R.S.: Tak, ja go po prostu jak… jak teraz… to koreluje to, to jego wzywali do akcji (śmiech) do straszenia. A on był… mocno, on mocno trunkowy zdaje się, bo, bo zwykle chodził to co ja widziałem go kilkakrotnie to zawsze był… był po. W tym czasie, kiedy ja go widziałem to już był taki starszawy, no dla mnie zupełnie starszawy Pan i… i to ani sportowej sylwetki, bo już był trochę taki tłustawy… ale dobrze zbudowany może powiem, nie tłustawy, bo raczej bary miał niż, niż brzuszek natomiast maryna… marynarz to był taki, taka klucha.
P: Podobno, gdzieś czytałem, że 250 kilogramów ważył?
R.S.: A ja nie wiem, nie wiem ile on ważył jakoś mi się nie utrwaliło nigdy, ale miałem tam kiedyś po coś do niego, jakąś tam awaryjną wódkę, kiedyś u niego kupowałem, ale to tak raz tylko i atmosfera mi nie bardzo tam odpowiadała (śmiech) bym powiedział. Słynna też była… knajpa Portowa i na rogu też właśnie Jagiellońskiej i… Jagiellońskiej i Okseji była Potowa. Budynek teraz jest w remoncie, mają go chyba re… rewitalizować, ale nie wiem co, co tam będzie. Długo, długo już tam później nie było, bo to też tak mordownia byłą, że o Jezus Maria. Natomiast Targową wzdłuż jak się szło, a człowiek miał… niefart mieć koszule jaką taką, jako tako czystą powiedzmy, czy nie daj boże białą, to, to, to… takie było Panie, które się braminki nazywały i zapraszały do bramy. Tak i pełny zakres usług był, oczywiście z wyszynkiem… raczej samogony i tak dalej, wszystko było, strasznie tania ta wódka była jak wiem, ale u mnie się jej nie uważało, więc.. ten…, ale, ale taki, taka melina to była wszędzie. Kiedyś nawet w czasie służby wojskowej to skorzystałem z tego bo, bo prysnąłem z, na lewo z jednostki, no i już dochodziłem do domu, kiedy gazik koło mnie przejechał, ten ze służbą. No i zatrzymał się trochę dalej, no to ja w bramę. I ten, i… takiego łebka wysłałem i mówię: ty zobacz czy, czy, co oni tam robią? No i on poleciał, rozejrzał się, a taki bystry chłopaczek był. Przyleciał i mówi: proszę Pana oni tam stanęli dwie bramy dalej, ale dwóch wyszło i idą tutaj… to ja mówię, to mówię: pryskamy gdzieś na klatkę, to niech Pan do mnie idzie, mówi. No i zaprowadził mnie do domu, mamusia mnie przyjęła herbatą, posiedzieliśmy z pół godziny, a ten mały tam pilnował, prawda, i jak przyszedł z radością powiedział, że już wsiedli do tego gazika i pojechali, no to ja wtedy już szedłem. Także taka atmosfera była ogólna można powiedzieć, przyjazna i swojska.
