This is additional content area. Learn more
Halina Bandurska-Kryłowicz: Atrakcji na Śliwicach dla takich dzieciaków jak ja było niewiele. W zasadzie nie było żadnego placu zabaw oprócz później tego placu koło szkoły na Kossisa gdzie można tam było pójść no i pobiegać, w piłkę jakąś pograć ale nie każdy miał piłkę nie każdy miał rower nawet. W co dzieci się bawiły? Na ulicy rysowały klasy kredą prawda tego chłopaka, skakały na skakankach; była zabawa chłopców ale to w tym pierwszym okresie powojennym, było takie kółko i taki zagięty drut i tym zagiętym drutem kierowali w to kółko. Była gra w hacele. Hacele co to jest? 5 kamieni albo takie do podbijania koni takie gwoździe; a często nie każdy miał te hacele czyli po prostu używało się kamyków takich otoczaków mniejszych, większych, ale musiały mieć jakąś wagę żeby przy podrzuceniu- nie mógł być to guzik ani koralik jakiś czyli najlepsze były hacele albo takie malutkie otoczaki. I to polegało na tym, że na jakimś kocyku – piasku nie bo piasek to by w ręce wpadał- na czymś takim gładkim. Mówiłam o skakance, z gier takich plażowych to jakieś halma, szachy, warcaby. W różnych rodzinach było różnie. W rodzinach zamożniejszych tych gier różnych było znacznie więcej, w rodzinach uboższych tych atrakcji było mniej. Za to dzieci same wymyślały różne zabawy, z jakichś gałganków, szmatek szyły sobie czy z kartoników wymyślały różne zabawy. Na przykład u nas w domu były książki i ja lubiłam czytać książki, a oprócz tego lubiłam rysować i często po prostu w wolnych chwilach sobie rysowałam czy robiłam na drutach czy na szydełku. Oprócz tego część dzieciaków uczęszczała do tego domu kultury „Społeczniaka”, gdzie mogły tak jak ja chodzić do pracowni tanecznej, czyli uczyliśmy się tańczyć, do kółka muzycznego można było też uczestniczyć czy jak ja uczestniczyłam do tej pracowni malarskiej i bardzo byłam szczęśliwa że mogę tam uczestniczyć i ktoś uczy mnie różnych technik rysunku. Uczestniczyłam przez pewien okres czasu do kółka muzycznego, jeżeli to można tak nazwać. Ale tak, bo uczyliśmy się grać na werblach. Bardzo mi się to podobało. Mieliśmy iść w pochodzie 1-majowym z FSO tak na przodzie mieliśmy iść dzieci ubrane odpowiednio. Niestety nie dostąpiłam tego zaszczytu (jeżeli można to nazwać zaszczytem) bo moja mamusia niestety wywiozła mnie do sanatorium, żebym leczyła płuca. Instruktor, który udzielał nam tej gry na werblach był zrozpaczony, że niestety ta garstka ludzi, która uczestniczy w tych przygotowaniach znacznie im się zmniejszy, bo tych dzieciaków było tam niewiele. Z atrakcji jaką młodzież miała na Śliwicach, w okresie letnim albo wczesnojesiennym albo…no kiedy było ciepło po prostu, młodzież i dorośli mogli uczestniczyć w zabawach, potańczyć sobie, na deskach, takim parkiecie zlokalizowanym w bezpośrednim sąsiedztwie Czarnego Parkanu po zachodniej stronie ulicy Stalingradzkiej czyli obecnej Jagiellońskiej. W tym miejscu czasami we wcześniejszych latach na dłuższy czy na krótszy czas znaleźli swoje lokum Cyganie. Bardzo lubiłam tam chodzić i patrzeć na te – dla mnie były wspaniałe – kolorowe ubrania tych Cyganek; chociaż niektórzy mówili że Cyganie kradną dzieci, ale ja w to nie bardzo wierzyłam. Żal mi było, kiedy te tabory cygańskie zniknęły z krajobrazu Śliwic. (…) Atrakcje? Aha atrakcje…to było w okresie letnim. W okresie zimowym zaprzyjaźniony znajomy – nie mój, tylko kogoś tam z mieszkańców Śliwic – przyjeżdżał saniami zaprzęgniętymi w konie i dzieciaki miały fantastyczną zabawę bo mogły do tych sań przyczepić swoje sanki jeden do drugiego i odbywała się wspaniała jazda po ulicach Śliwic. Niewielkie te 2-3 okrążenia, ale to była frajda. W czasie tej jazdy niektóre sanki się odpinały, niektórzy się przewracali, szczególnie przy zakrętach. Co jeszcze – w okresie letnim (zimowym?) jak był śnieg, budowaliśmy bałwany. Niektórzy mieli łyżwy to jeździli na łyżwach. Ja pamiętam że miałam łyżwy. One były trochę takie inne niż obecnie są bo to nie były żadne buty narciarskie tylko do normalnych butów przymocowywało się łyżwy. Te łyżwy tym się charakteryzowały że w obcasie trzeba było zrobić dziurkę. Tam był specjalny taki metalowy element, który przymocowywało się nad tą dziurką i w tą dziurkę wkładało się część stopową łyżwy, a część palcową tej łyżwy przymocowywało się do przedniej części obuwia i przykręcało się takim specjalnym kluczykiem i wtedy można było szaleć na tych łyżwach.
