This is additional content area. Learn more
Halina Bandurska-Kryłowicz: Tak, pewnego dnia ja, Andrzej i Basia postanowiliśmy być budowniczymi. Nie był to najwspanialszy pomysł, bo weszliśmy w wykop, w którym były prowadzone roboty ziemne. Nie wiem w jakim celu, co miało być tam zainstalowane. Wykop przebiegał wzdłuż wschodniej strony chodnika ulicy Witkiewicza. No i rozpoczęliśmy te swoje prace budowlane, w sąsiedztwie mieszkania Andrzeja tj. w północnej części ulicy Witkiewicza. Weszliśmy do tego wykopu i podkopywaliśmy ściankę tego wykopu. Na tyle to nie był właściwy pomysł bo akurat to się znajdowało po stronie chodnika po której chodzili ludzie, czyli obciążonej. My podkopywaliśmy to, kopaliśmy jakieś tam dziurki mniejsze większe. Na części południowej ja byłam, później Andrzej i później Basia. Byliśmy szczęśliwi, że możemy budować. Nie było nikogo kto by nam zwrócił uwagę, że taka zabawa to wcale nie jest bezpieczna. I miałby rację, gdyby ktoś nam zwrócił uwagę. Niestety te nasze prace budowlane skutkowały tym, że nastąpiło osuwisko. I nie tylko osunęły się masy ziemne, ale osunęły się dwa czy trzy – w każdym razie kilka – tych płyt chodnikowych. Ja miałam na tyle szczęście, że ja byłam najdalej od tego osuwiska. Najbardziej poszkodowana była Basia, której te masy ziemne przykryły jej szyję, aż po samą twarz. Więcej szczęścia miał Andrzej bo jego przysypało tylko do piersi-klatkę piersiową. Ponieważ ja byłam najmniej poszkodowana to usiłowałam tą Basię (…)rękoma odsypać ten piasek i ratować ją bo buzia jej się robiła bladosina i wołała pomocy. Ta pomoc przyszła stosunkowo szybko i zostali na szczęście wszyscy uratowani. To nauczyło mnie przynajmniej, i na pewno ich, że tego typu działalność nawet wzniosła, budowle nie mają sensu i są bardzo niebezpieczne.
