This is additional content area. Learn more
Edward Liszewski: 17 stycznia Warszawa została wyzwolona, przeniesiono naszą szkołę… nie pamiętam adresu, ale to był budynek taki wysoki, róg ulicy Konopackiej i Wileńskiej, do dzisiaj z resztą ten budynek stoi. I nasza klasa miała siedzibę na ostatnim, albo przed ostatnim piętrze, z balkonem, tak narożnie, między… na rogu ulicy Konopackiej… i Wileńskiej. Nie wiem czy to ja już to wykombinowałem? Może i ja, bo zawsze byłem skłonny do takich różnych… ciekawostek. Wykombinowałem, że można ludzi nastraszyć… wystrzałami. No i skombinowałem coś takiego, że nabój karabinowy montowałem w nim od strony spłonki, czy jak to myśmy nazwali „kapiszona”, taki wiatraczek, tutaj się do tego wiatraczka przymocowywało gwóźdź za pomocą takiego… przy pomocy takich drucików, no i potem się to coś spuszczało z balkonu na dół, jak uderzało tym gwoździem o trotuar, to ten gwóźdź uderzał w spłonkę no i po prostu następowała eksplozja tak jak w karabinie! Iglica uderzała w kapiszon i śww..!! Czubeczek wylatywał do góry. No i wszystko nam się fajnie udawało, nikogo żeśmy nie ranili, rzuciliśmy parę takich naboi, aż w końcu w pewnym momencie impreza się niestety nie udała, bo żeśmy rzucili taki nabój pod nogi jakiemuś milicjantowi. No i chłop wtargnął na górę… oczywiście domyślił się, że to z tego balkonu, bo to spadło mu pod nogi, no to tylko z tego balkonu można było rzucić. Dyrektor, też nazwisko zapamiętałem – Ochnio, pewnie dlatego zapętałem bo nam nie dał… wprowadził tego milicjanta, cała klasa stanęła na baczność i Ochnio się zapytał: „Kto był na balkonie?” – „Nikogo nie było na balkonie”. „Kto z balkonu zrzucał taki ładunek” – bo wiedział, bo ta łuska została – „kto na dół zrzucał tak skonstruowany…” – „Nikt nie zrzucał”. W związku z tym mówi: „Wszyscy po kolei ustawić się rzędem…” , wziął piórniki, no i każdy szedł do niego i w jedną i w drugą dostawał chyba po trzy baty. Silnie dostawał. Ciekawa rzecz – były dziewczyny, byli chłopcy, dziewczyny dostawały lanie tak samo jak my, nikt słowa nie pisnął kto był na tym balkonie i kto zrzucał ten ładunek – taka była solidarność społeczności małej praskiej. Uważam, że gdyby nas ten nawet gestapo wtedy męczyli, to kto wie czy byśmy jeden drugiego powydawał? Pewnie też byśmy potrafili jakoś tam honorowo równowagę zachować.
