This is additional content area. Learn more
Edward Liszewski: Wielożek miał o sobie wysokie mniemanie, ale nas traktował trochę jako takich, których i tak łaciny się nie nauczy, wobec tego co sobie będzie nimi głowę zawracać. Opowiem taki epizod jeden, śmieszny trochę. Pan profesor miał ulubieńca w klasie, Jurka Malesę, mojego z resztą dobrego kolega, bardzo przystojnego chłopaka nawiasem mówiąc, żeśmy go uważali za największego podrywacza w naszej klasie. Klasa była oczywiście tylko męska, po wojnie Władysław IV był tylko męskim gimnazjum, ale jak trzeba było załatwić jakąś dziewczynę na zabawę, a później na… no to jak Malesa albo Grzegorzewski nie załatwili , to nie było z kim iść. No i Malesę upodobał sobie Wielożek. Zawsze jak trwoga… się mówi do Boga, no to u nas jak trwoga była na łacinie, to zaraz do Malesy. Jak groziła klasówka, to wszyscy mówili: „Jurek, wymyśl coś! Powiedz coś temu profesorowi, on ma taki ciekawe opowieści, opowiadał nam tyle razy o swoich malarskich wyczynach, o swoich przedwojennych wyjazdach nad Adriatyk, jak tam pejzaże malował… powiedz mu coś!” Jurek: „Dobra, zrobi się! Porozmawiam”. Wielożek wchodzi do klasy: „No to słuchajcie, dzisiaj piszemy klasówkę”. Jurek wychodzi: „Panie profesorze, może tak byśmy tak przełożyli tę klasówkę. Dzisiaj klasa, w mojej osobie, zwraca się do pana profesora… psora! Przepraszam, nie profesora, psora! … z taką prośbą, żeby pan powtórzył nam tę ciekawą powieść jak pan nad Adriatykiem malował pięknie pejzaże, jak pana przypływ morza na tej wysepce spotkał, jak pan ratował się z tej wysepki, to jest taka ciekawa opowieść! Niech pan będzie… ‘’ – „No wiesz, Jureczku, bo mi nie wypada, tu, ja powinienem te stopnie… no ale jak tak Ty prosisz…” No i klasówka szła… na dalszy plan! A pan profesor zasiadał za katedrą i snuł opowieść: „No to wiecie, jak ja byłem młody, uprawiałem wtedy jeszcze malarstwo, oczywiście malarstwo nie tam zawodowo, bo ja swoich portretów…” nie portretów, tylko pejzaży, bo on się pejzażami zajmował … „nie sprzedawałem, ale malowałem…” skończył akademię sztuk pięknych rzeczywiście… ” i wyjechałem do Jugosławii. W Jugosławii nad Adriatykiem miałem taką swoją wysepkę, z której pięknie było widać okoliczne brzegi, okoliczne wyspy. No to ja tam na tą wysepkę łodzią mnie tam przewozili, ja sobie tam sztalugi rozkładałem, no i godzinami malowałem. No i w pewnym momencie, maluję taki zafascynowany tymi widokami, ja nie czuję, że coś jest tutaj nie w porządku, jakoś mokro tak pod nogami.” Okazuje się, że przypływ morza się zaczął i pan profesor na tej swojej wysepce zaczął ginąć w falach Adriatyku, no i mówimy: „Ale panie psorze! Co to tam dla pana! Pan jest świetnym pływakiem!” – „No tak, no tak… trochę człowiek umie pływać, tak, tak…” – „Pan psor rzucił się w fale i do brzegu!” – „Tak, tak właśnie zrobiłem – rzuciłem się w fale i dopłynąłem do brzegu”. A ponieważ kiedyś nam opowiadał, że był na basenie, a w tym czasie na basenie byli jugosłowiańscy pływacy, którzy się na olimpiadę, do olimpiady szykowali, ale tylko tyle. No to myśmy podchwycili ten wątek i: „co to dla pana przepłynięcie takiej odległości, jak pan profesor razem z pływakami jugosłowiańskimi przygotowywał się do olimpiady!” a profesor: „No nie no, może tak zupełnie nie było, ale rzeczywiście o pływaniu mam jako takie pojęcie…” no to wtedy ponieważ jeszcze do dzwonka było parę minut, to: ” Panie psorze, ale niech nam pan powie, co się stało z tymi wiekopomnymi pejzażami! No przecież to były działa na pewno godne umieszczenia jakimś muzeum, na jakiejś wystawie malarstwa…!” – ” No tak, no tak – niestety, te pejzaże diabli wzięli, już nie udało się ich odratować, gdzieś to spłynęło w Adriatyk…” no i lekcja powoli się zakończyła. To taki jeden z epizodów.
