Anna Skaros: Pierwszy raz byłam w kinie jak miałam… może miałam 5 lat, może 6, nie powiem Panu na czym byłam, ale dlaczego to pamiętam – bo przyznałam się mojemu dziadkowi, film był od 7 lat, a ja nie miałam jeszcze 7. I dziadek mówi “tak? To ja pójdę i powiem że wpuścili! Dziewczynę, która nie ma 7 lat.”. Boże, jak ja się strasznie bałam, a kochałam tego swojego dziadka nad życie! Mówię “dziadku proszę! Ja już nigdy w życiu nie skłamię, ja już tylko będę chodziła jak skończę 7 lat.”. Ale na czym byłam nie pamiętam. Nie pamiętam.

Prowadzący: A może na tym filmie z 38 roku “Królewna Śnieżka” Disney’a?

AS: Nie wiem. Mówię – nie pamiętam. Było to wiem w Mińsku Mazowieckim, gdzie mieszkali moi dziadkowie. Pamiętam, że tam kino “Bałtyk” było.

P: Dobrze, a na Pradze? Była Pani w kinie na Pradze?

AS: Ah, proszę Pana! Kino “Syrena”! I tam było tak, że w niedzielę były chyba wcześniejsze jakieś tam poranki czy coś, ale dostać się to było bardzo trudno. Żeby się w ogóle dostać do kolejki do kasy, to już był problem. Ale mój brat ze swoim kolegą wpadli na znakomity pomysł, że jak stał ten odźwierny, nazwijmy to, rozstawiał nogi, żeby nikt nie wszedł, to oni wchodzili pomiędzy jego nogami i stawali w kolejce do kasy! Bilety dostawali, no jakoś tam było. Także tutaj tak ten, że tak powiem “przybytek” też z rozrzewnieniem wspominam, bo jeszcze nie raz…

P: Czyli oni na czworakach wbiegali…

AS: Tak! I stawali do kasy i już… i bilety były.

P: To on się nie mógł ruszyć, bo gdyby się ruszył to by lawina przecież ruszyła, więc…

AS: Tak, tak, oni byli sprytni, mali i sobie dawali radę.

P: Aha. I na czym była Pani, da Pani jakieś tytuły?

AS: O Boże… nie, nie, nie pamiętam. Pamiętam tylko jedną, jeden taki film był z okresu wojennego, okupacji, ale nie w Polsce. Jestem z ciotką moją, która siedzi, i jest tak, że przywożą jakiegoś tam partyzanta czy kogoś w trumnie, no i na drodze “halt”, zatrzymują furę, na której ta trumna była i zaczynają sprawdzać. I ja… “Boże, co to za chwilę będzie, co to będzie?!” i łapię te ciotkę i tak ściskam! Bo już każą otwierać te wieko! A ona mówi: “uspokój się, przecież to film, a nie rzeczywistość!”. Ja mówię “jak mogłaś mi to powiedzieć? Jak mogłaś mi to powiedzieć?”. No a potem już jako że tak powiem licealistka, to chodziliśmy do kina “Praha” i tam już były film już takie bardziej dojrzałe. Pamiętam “Jutro będzie za późno”, był taki film. Prawdopodobnie to chodziło o uświadomienie dzieci, ja nie wiem, ja nie pamiętam o czym to było. Tytuł pamiętam. No i oczywiście już potem jako dorosła oglądałam Hitchcock’a “Ptaki”, a w tym czasie u mnie na balkonie zagnieździła się gołębica. Ja chciałam wyrzucić ją, razem z tymi małymi, które się wylęgły. Bałam się po prostu gołębi. To jeden film, taki straszny.

P: Ale bała się Pani gołębi jeszcze przed seansem?

AS: Nie, po, po!

P: Czy ten seans tak wpłynął właśnie?

AS: To jest ten se… Tak, to jest Boże… i drugi seans, który był, do tej pory, to jest “Pół żartem, pół serio”, po prostu do tej pory no lepszej komedii nie widziałam i chyba nie zobaczę. Bo tam wszystko gra, wszystko! I po prostu wychodziłam, śmiałam się i potem jeszcze wszystkie filmy z Louis’em de Founes’em one mnie tak śmieszą, wiem dokładnie jaką minę zrobi za chwilę, dokładnie, a mimo wszystko jego wielkość no po prostu na tym chyba jego…

P: Ja bardzo podobnie.

AS: Tak? Pamiętam jak wyszłam z takiego filmu “Oskar”, to wie Pan, że książką zasłaniałam sobie usta, bo śmiałam się w głos. Myślę sobie, no przecież na ulicy mnie stąd pogotowie zbierze, że w ogóle jakaś psychicznie chora idzie. Coś nieprawdopodobnego.

P: Tak, tak, pamiętam ten film, oczywiście.

AS: No teraz widziałam jego Moliera coś grał jakąś sztukę…

P: Ale że co, że Louis de Founes grał…

AS: Tak, tak tak, tak…

P: To znaczy to była taka filmowa wersja sztuki Moliera?

AS: Tak, tak, tak…

P: To na pewno “Skąpiec” albo…

AS: Skąpiec! Oczywiście. Jest scena, kiedy on przychodzi jakoś że tak powiem przedstawić się kobitce której… i on jest w stroju pawia! To koniec świata! Ja se myślę “wszystkie pieniądze świata za pomysł!”. I tak stoi: ogon, taką mu się… no… po po prostu klękajcie narody!

P: Dziś już tego nie ma, prawda?

AS: Nie. Jest tak akcja w kinie “Praha”, że we wszystkie czwartki, ja chodzę co tydzień, jaki by nie był to film, dla seniorów. Jestem lepsza niż moja dwudziestokilkuletnia kuzynka, która właśnie mówi; “Ciociu, dobry to film?”, ja mówię “nie wiem, zobacz, według mnie to to, to i to i tak dalej…”. Czyli jestem po prostu bardziej do przodu niż ona. Ale to tylko dlatego, że po prostu mam dzień, godzinę, idę!

P: I co widziała Pani ostatnio, co by się tak podobało?

AS: Co mi się podobało? Podobał mi się proszę Pana i uważam, że to jest świetny film, właśnie może dlatego, że go nie reklamują… znaczy niedobrze, że go nie reklamują! Bo więcej ludzi powinno zobaczyć ten film. To jest “Ten najlepszy” czy taki film… O człowieku, który wyszedł z nałogu…

P: “Najlepszy”, po prostu.

AS: Tak, tak, tak, tak “Najlepszy”. I on potem zdobył mistrzostwo świata… Aha, no to wiemy o czym mówimy! Uważam, że tak… świetny aktor! I to jest jedyny film, z tych ostatnich, które oglądałam…

P: I w dodatku polski.

AS: I w dodatku polski. Proszę Pana, w którym użycie wulgaryzmów jest właściwe.

P:Uzasadnione.

AS: Uzasadnione. Bo jak jest scena w środowisku narkomanów, to nie może być tak, że ktoś mówi “przepraszam cię kolego, czy mógłbym usiąść, byłbyś uprzejmy przesunąć się?”. Tylko trzeba po prostu powiedzieć słowa. I to mi nie przeszkadza. Ale jak oglądam filmy, gdzie od początku do końca, oprócz jednego słowa obecnie używanego wszędzie! To jest jedyne słowo, jakie pada z ekranu… to ja tego nie przyjmuję.