Zbigniew Djaczko: No więc kiedyś to, w latach pięćdziesiątych to jedyny klub warszawski to była Stodoła. Ale ta Stodola wtedy mieściła się na Emilii Plater. W takim baraku, który był stołówką pracowników, którzy budowali Pałac Kultury i Nauki. Dla nich była zbudowane Jelonki, nie wiem czy Pani tam kiedyś była. Tam były takie, potem to były jeszcze studencki akademik. To w tej Stodole to po raz pierwszy występowały, bo jazz był na indeksie, w ogóle każdy kto tańczył jazz. Tam przychodził taki ZMPowiec. „Kolego, jak wy tańczycie? Czy wy nie umiecie kujawiaczka, tańczyć? Albo mazurka? Jakieś takie wygibasy, kolego”. A wszyscy te wygibasy tańczyli. Ja pierwszy raz się spotkałem z jazzem na Akademii Sztuk Plastycznych. Grał zespół Dudusia Matuszkiewicza. Nie wiem czy Pani się… Pani jazz lubi czy nie? Duduś Matuszkiewicz czy Pani kojarzy? Ale Melomani zespół. Trzaskowski. Duduś Matuszkiewicz grał na saksofonie, a Trzaskowski grał na fortepianie i Trzciński Komeda tez grał. Karolak. A potem Zbyszek Namysłowski. Zbyszek Namysłowski do tej pory jeszcze gra. Zbyszek Namyslowski i i… A dziewięćdziesiąt lat skończył, dziewięćdziesiąt lat skończył chyba Duduś Matuszkiewicz. Jerzy Matuszkiewicz, to taki, wielka postać, no i kompozytor. No i Komeda, Komeda-Trzciński, to światowej sławy pianista.