Knajpy? Malicz, Wisła Portowa, Racjonalny, Udziałowa, Tatarska, Rybacka, no masa tego, trudno wymieniać wszystko. Mnie jest trudno powiedzieć bo ja nie chodziłem po knajpach. Która knajpa była ze złą sławą taką. No Portowa była taka, ja wiem, nazywali to zasrana płachta, pod zasraną płachtą, tam wiecznie brudna ta zasłonka wisiała, wiecznie pełno ludzi i dlatego tak ochrzcili. To było róg Jagiellońskiej i Okrzei. Ta knajpa taka co mnie utkwiła najbardziej w pamięci. Były i kawiarnie ale to, wiecznie miejsca, ale to były dwie czy trzy kawiarnie, to były wiecznie miejsca zajęte. Ludzie siedzieli od rana do wieczora w kawiarni. Była Abisynka, Ptyś, Kolorowa. No i to wszystko. Najlepiej mnie się chodziło do Ptysia.

I pewnie były dobre ptysie, jak sama nazwa wskazuje?
Nie było ptysi właśnie.

Nie było?
Nie.

To co się tam jadło, jakie ciasta?
Jakieś różne ciastka, już dzisiaj nie pamiętam jakie. Bajaderki przeważnie.

To gdzie się zabierało dziewczyny na randkę?
Do kawiarni. Do Ptysia. Do Abisynki. Tu gdzie było najbliżej, żeby mogła wcześniej do domu wrócić. Kiedyś było nie tak jak teraz, że o której chciała to wróciła. Kiedyś był rygor, na czas do domu i koniec. Wszystko się robiło ukradkiem. Żeby rodzice nie wiedzieli z kim się nie, spotyka. Żeby opinii nie zaciągnęli o takim delikwencie