Pozostańmy przy muzyce. A dokładnie rzecz biorąc chodzi mi o dźwięki. Jak tak sobie przypomnisz te lata 50-te właśnie, jak mieszkałeś na Targowej. Jakbyś zamknął oczy i tam stanął przed swoim domem powiedzmy, to w najbliższej okolicy jakie były dźwięki można było usłyszeć? Jakieś szczególne?
Andrzej Newelski: W zasadzie to była, to była cisza poza tramwajem, który yy.. dzyń-dzyń-dzyń.. nogą się robiło… Wtedy jeszcze nie było asfaltu, była brukowana Targowa… Właściwie była cisza.
Rozmówca – No ale odgłosy pewno kopyt w takim razie o ten, o…
Andrzej – Nikt nie zwracał na to uwagi, bo to jest, bo to jest miłe jak koń sobie idzie, nawet kupę zrobi.. yy to było miłe, miłe ten t-ten zapach ym-t-to Janusz Lewandowski.. ponieważ on maluje ten pejzaż, dla niego właśnie wszystko co wieś, to i tak podkreślał znaczenie tej końskiej kupy. Ta kupa była bardzo fajna. To nie było jakieś gówno tylko to była końska kupa.

Taka swojska po prostu?
Tak. To to. No naprawdę, chleb rozwoziły te budy. Z tyłu wystawało, wystawał taki dyszel, na tym się woziliśmy, ale ten…Ten furman nas… chciał batem, nie wiem po co? Przecież mu nic nie zaszkodzi-nic mu nie szkodziliśmy, ale zawsze się czepialiśmy tych-tych fur.

A jazda tramwajem na cycku?
Andrzej – Ja to narysowałem mam w domu ten rysunek… Na cycku, na cycku mieściły się trzy osoby. To była bezpieczna sprawa bo najwyżej ktoś sobie tyłek obił, jak spadł. Najgo..Zieleniecka no przepiękna bo to jest kilometr. Pędziło się na tym cycu. Po całej Warszawie jeździłem na cycku..
I czasami tak jak jeszcze taki starszy wagon jest, tak sobie myślę „A już mi uciekł, to przecież bym jeszcze zdążył na cycek!” to tam się przytrzymać, to-to mam jeszcze takie ciągoty. Ale-ale…ale-ale te wagony myśmy.. takie winogrona, tam człowiek się trzymał paznokciem za jakieś-za jakieś coś. Jak na Zieleckiej, no ja nie wytrzymam, no nie wytrzymam, nie wytrzymam puszczę się. Bo tu są te, te-te drzewa, te krzaki. Nic mi się nie stanie, już nie wytrzymam! Dojeżdżałem jakoś ale, i tak kilka razy, to był cyrk! Jak myśmy tam.. ta kupa, tam natkane w środku, a to były jeszcze jeździły te tramwaje na-na początku z zamalowanymi szybami na zielono przed bombardowaniem. Konduktor… te pomosty były otwarte. Od tylnego wejścia był taki parapet do cycka.

I myśmy kurczę po szkole właśnie po tym parapecie jak konduktor, który już nas widział na tym parapecie, przechodziliśmy spokojnie na cycek… Nic nam nie groziło, no tylko potłuczenie bo-bo pilnowaliśmy się. Pilnowaliśmy się, żeby nie skakać z przedniego ani do przedniego pomostu, tylko tylniego najwyżej. Ale tak skakaliśmy, że opracowaliśmy metodę, że udawało nam się wylądować na nogach. Czego nie mogę powiedzieć o moim wujku, który był lotnikiem… Trzy razy był strącony do kanału La Manche. Mieszkał też na Targowej 15 i skakał z przedniego pomostu i zginął pod tramwajem.