Pani Teresa Szejwian: Mama opowiadała, że przed wojną nawet, na Obrzylskiej żeśmy mieszkali, czyli wojna wybuchła, to właśnie się dziwiła, że tam nikt mieszkania nie zamykał! Można było iść do sklepu, powiedzieć sąsiadce, że ja tego. Dzieci sąsiadki przychodziły do nas, mama opowiadała, dzieci tam, mama była w szpitalu, to i co prawda cały rok prawie, sąsiadka pomagała przy nas, żeby atmosfera, naprawdę nie da się opowiedzieć. Tutaj, teraz to tak ja nie powinno się tak mówić, ale taki każdy jest wilkiem i każdy się tego. Choć była taka sytuacja, że jak tutaj żeśmy się sprowadzili, zaczepiłam jakiegoś pana. Trzeba przyznać, że nie miałam szczęścia do drobnego człowieka, bo jak to moja bratowa, co miała 18 lat, 50 lat małżeństwa, że no trafiła szczęśliwie, prawda, natomiast ja, jak nie pijany, to zwięziony, a dla mnie rozwiedziony człowiek, to był trefny. Żeby nie wiem co mi obiecywał. Nie tak jak dziewczyny teraz nie patrzą, no teraz jest modny seks, a nie miłość. To nie jest miłość! Miłość jest połączona z seksem, no ale najpierw musi się otworzyć jakaś miłość. Raz mi powiedział taki jeden profesor, że kobieta powinna być ciekawa jak najpiękniejsza książka – od początku, do końca, a nie od razu.