This is additional content area. Learn more
Pan Zbigniew Zydel: Była ciekawa sytuacja. Oni mieli jakiś obowiązek, nie wiem raz w miesiącu, raz na pół roku czy coś chodzić i kominy. Wiadomo, że w takim typu blokowego budynku no to ile tam, były trzy cztery kominy i te, no, piony wentylacyjne. Chodzili, różnie, w różnym stanie nieraz, ale to był obowiązek, że od stycznia albo od końca grudnia do połowy marca, chodzili i sprzedawali jakieś kalendarze i inne rzeczy. I dzisiaj, przeprasza, dzisiaj ich tak nie widać na ulicach. Ale kiedyś dużo, dużo ich było. A szczególnie na Grochowie. Bo tam, tak podejrzewam… zresztą tam jest Czapelska ulica jak Pani pamięta. To z tego co pamiętam to mówili, że jest to ulica kominiarzy. Dobrze mówię?
Prowadząca: Tak
Pan Zbigniew Zydel: O widzi Pani. I tam rzeczywiście, najwięcej kominiarzy to widziałem tam. A mówie, różnie to wyglądało w ich stanie. No ale ale tak miło zawsze. To była taka ich domena. No jak, za guzik się nie złapiesz? Albo, tam coś tam. Tam trochę żartował, ale rzeczywiście. Specjalnie się zresztą ubrudzili. On nie chodził taki czysty. Bo tutaj jak kiedyś pamiętam, kilka lat temu chodzili po osiedlu, to wszystko czysto, widać że taki wypielęgnowany, gdzie on tam na kominiarza wyglądał. A tamcie umazani, nieważne, ręce brudne, buzie wymazane ale kominiarz. Mówię, najwięcej ich widziałem właśnie tam no na Grochowie. O tak powiem. Tu na Pradze nie. Wie pani, bloki. Być może, że chodzą dzisiaj ale to sprawdzają gaz, tam wentylację. Podejrzewam, że to są też z tego cechu kominiarskiego.
Prowadząca: Ale już nie w ubraniach.
Pan Zbigniew Zydel: No nie, nie, nie. Już tych uniformów nie ma. A niektórzy mieli naprawdę ładne. Bo to jeszcze takie sznury pamiętam były tutaj, nie wszyscy mieli ale widocznie te cechy były inne. Różne cechy kominiarskie. Niektórzy to taki zwykły kominiarz, a niektórzy naprawdę ładnie wyglądały. Jak taki birecik na głowie, jak uu, no jak u biskupa, też taki wielokątny. Obowiązkowa ta linka jakaś tam zaczepiona, z tym druciakiem takim. No i te guziki wypolerowane, buzia umazana.
Prowadząca: I ci tacy bardziej eleganccy też potrafili wypić w trakcie pracy?
Pan Zbigniew Zydel: O tak. O tak. Ale proszę Pani, to to nie wiem, zawsze mówili, że dobry fachowiec to musi wypić, czy lubi wypić, o! Na tej zasadzie. Już nie pamiętam dokładnie tego, ale chyba tak, że dobry fachowiec to lubi wypić. No i tak to wyglądało.
Prowadząca: Jest co wspominać.
Pan Zbigniew Zydel: Jest, jest. I to dlatego mówię, zawsze mi się kojarzyło z tą Czapelską. I co jeszcze ciekawe, może tego pani ujmie ale był taki kryzys z alkoholem, gdzie no były tam sklepy powiedzmy do dwudziestej sprzedawali alkohol. Albo jak była ta godzina, że do trzynastej czy od trzynastej. To jak Pani poszła na Czapelską to proszę Pani w nocy o północy można było zawsze kupić. Tam u tych kominiarzy. Jak nieraz taka, gdzieś tam słyszałem taką sytuację, mówią: co, no trzeba gdzieś załatwić. No to do kominiarzy.
