This is additional content area. Learn more
Pan Zbigniew Zydel: Opera nie, ale operetki. To zabierał nas całą rodziną wtedy. Brat nie bardzo, on tam był młodszy. No taki był, że nie. Tym bardziej, że jak on później też wyprowadził się z Warszawy, pojechał studiować do Gdańska, do Wrzeszcza na Politechnikę. No to mówiło, jemu się tam podoba, tamta estrada, tam była jakaś Bałtycka czy coś. Mówi, ale to tak nie śpiewają jak tutaj. I to takie odczucie. Ale to mówię, i to… aa i co jeszcze? To życie kulturowe, wracając do tego wszystkiego, było o tyle dobre. Raz, że były tanie te bilety. Ogólna dostępność tego wszystkiego była i ludzie jakoś tak bardzo się angażowali w to. Jakieś tam spotkanie, no to się spotkamy. Czy w kinie, czy tam pod kinem, czy pod teatrem. Tego dzisiaj nie ma. Ja nie powiem, że nie chodzę. Od czasu do czasu chodzę do teatru. Tylko dlatego, że mam taką przyjaciółkę. O, znamy się czterdzieści parę lat. Ona była dyrektorem Teatru Wielkiego. Kiedyś nie było wejściówek. Może były, ale to tak nie docierało do ludzi. Natomiast bilety były w sumie tanie. Czy dla studentów, czy dla szkół. I taka powszechność tego była. Bo pamiętam, że… jak ja już pracowałem, jeszcze tam co prawda niedługo czas ale pracowałem w tym liceum, to ktoś tam się zawsze zgłaszał, czy z jakiegoś teatru czy coś i właśnie proponował. Jest taka sztuka, że tam coś, że jak przyjdzie ileś tam osób, to te bilety będą dużo tańsze. Także jakieś tam promocje robili tego typu. I rzeczywiście, nie wiem jak to dzisiaj wygląda, ale wtedy, niech mi Pani wierzy, że tak samo i do kin i do teatrów, dużo chodziło młodzieży. Co jeszcze było? Dużo było takich filmów typu no jak to.. lekturowego. Jak Krzyżacy, Potop, tam inne rzeczy. To już była masówka. To już, to nie dlatego tylko, że że jest ten film, tylko wtedy t był obowiązek, że szkoła musi iść. Tak jak z Wyścigiem Pokoju było. Nie ważne czy coś było ważne czy nie ale był Wyścig Pokoju i trzeba było wyjść na ulicę. No taki był obowiązek wtedy no. Pewnie, że człowiek się cieszył. O! Bo nie mamy lekcji, nie. Ale jakoś to wszystko tak wyglądało. I myślę, że takie odczucie, inaczej, moi rówieśnicy, tak to nazwę. No tam w pobliżu są bardziej jakoś tak zorientowani, w sensie samej kultury, czy sztuki. Z filmami to różnie bywa, nie każdy lubił filmy. Ale jeżeli chodzi o operetki czy nawet operę, no i sztuki teatralne, to więcej się korzystało z tego. Dzisiaj, no mamy niby ten Teatr Rampa, ale powiem Pani szczerze, że jakoś nie zachęcający
Prowadząca: Nie przyciąga
Pan Zbigniew Zydel: A kto nie miał, niech mi Pani powie, szczególnie aktorek, to się robiło takie wklejania w zeszyt. Zdjęcia. Zdjęcia samych aktorów, czy aktorek. Zdjęcia z filmów, z kadrów. No jeszcze jak się ozdabiało. Ach proszę Pani. Pamiętam jak dzisiaj. Były, oczywiście, że były osoby ulubione, tam Gregory Peck, Sofia Loren, ta francuska – Bridgite Bardot, to tak to były. Naszych polskich, bardzo lubiłem naszą panią Krystynę Sienkiewicz. Mam nawet jej autograf. Kogo tam jeszcze. Mam, tam mam kilka bo kiedyś takie było spotkanie, jak ona się nazywa – Zywiet Greqou? Nie Była taka aktorka? Nie. Masina. O! Masina, Masina, to taka już starsza pani była i taki był klub dyskusyjny. Ja tam nieraz się tam próbowałem, wie Pani, się załapać. No i mam też jej, jej podpis tam. Ale mówię, bardzo lubiłem tą Sienkiewicz bo zawsze mnie fascynował jej głos. Taki dziecięcy, taki dziewczęcy. Zresztą prześmiesznie niektóre rzeczy mówiła. Dlatego tak się zapamiętało ten głos. Z kolei znałem osobiście zarówno męża jak i Panią Janowską. Bo tam gdzie mieszkałem, na Ignańskiej, na dole dozorcą był brat Zabłockiego. To byli rodzeni bracia. No i tak jak Pani pytała jak to wyglądało z tym koleżeństwem. Zdarzało się, że często ten brat, razem ze swoją żoną, przyjeżdżali do niego, do tego Gienia Zabłockiego. No i tam po niektórych prosili. Zapraszali. No i mieliśmy tą okazję, że byliśmy blisko. No tyle o ile, że to były takie spotkanie, rzadkie bo rzadkie, ale się zdarzało.
