This is additional content area. Learn more
Sławomir Popowski: Ciekawy jest wątek na Pradze, to są właśnie księgarnie. Był znakomity antykwariat na Pradze, początkowo on się mieścił tutaj na tym odcinku między, na Targowej, między Pocztą, a Karola Wójcika, potem się przeniósł pan ze swoim antykwariatem bliżej Marcinkowskiego, a potem w ogóle wyniósł się z Pragi i przeniósł się gdzieś tam, chyba na Hożą. Natomiast był to znakomity antykwariat i ja tam sporo książek kupowałem, bo to był jeszcze taki czas, kiedy, nie wiem, zbierałem butelki i sprzedawałem butelki i kupowałem sobie książki, na przykład Gąsiorowskiego „Huragan”, który znałem prawie, że na pamięć. Ale naprzeciwko Kępnej, ja wspominałem panu o tej księgarni Gebethnera i Wolfa, to chyba była jedna z ostatnich prywatnych księgarni międzywojennych, które przetrwały na Pradze i była znakomita. Ja tam kupowałem swoje pierwsze książki, kupowane z kosza, przecenione zanim się to jeszcze pojawiło w innych księgarniach i były pyszne książki, musze panu powiedzieć. Na przykład wydana przez Gebethnera i Wolfa „Poradnik savoir-vivre’u z XIX wieku”, kto ma prowadzić teściową, a kto ma prowadzić świekrę, bo teściowa i świekra to nie są te same osoby i tak dalej, i tak dalej. Tam były też fajne takie książki wydawane przez serie geograficzną, jakieś tam wspomnienia, nie wiem, z Podola, z Wołynia, z Huculszczyzny, jakieś tam przewodniki międzywojenne, czy quasi-przedwojenne, ale tam kupiłem jedną z najzabawniejszych książek, za którą zapłaciłem dwa złote w koszu. Jedną z najgłupszych książek jakie w życiu czytałem. Mianowicie to była taka książka wydana przez Gebethnera i Wolfa w 1890-którymś roku, jeszcze ze stemplem cenzuro das wolno i książka nosiła, była napisana przez autora anonimowego, który się przedstawiał jako autor apostazji w apoteozie, a książka nosiła tytuł „Trzy śmiertelne grzechy Polski”. I jak przeczytam sobie pierwszy śmiertelny grzech Polski to parsknąłem śmiechem, otóż okazuje się, że największym nieszczęściem i pierwszym śmiertelnym grzechem Polski było to, że Karol Wielki wyprawił się na Słowian i walczył ze Słowianami, a przecież sam pochodził ze słowiańskiego plemienia Franczków, które zostało zgermanizowane na Franków. Ale też muszę powiedzieć, że dzięki temu, że tą książkę kupiłem w koszu, tą książkę uratowałem i zaraz powiem dlaczego. Kiedyś podarowałem tą książkę Rysiowi Kapuścińskiemu, z którym byłem blisko zaprzyjaźniony i została u niego w księgozbiorze, ponieważ po jego śmierci księgozbiór najprawdopodobniej zostanie przekazany do Biblioteki Narodowej w związku z czym „Trzy śmiertelne grzechy Polskie” kupione u Gebethnera i Wolfa na rogu Targowej i wejścia na bazar Różyckiego, przetrwał i zostanie zachowany.
