Sławomir Popowski: Na Pradze miał pan pełen przekrój środowisk. Tam mieszkali i pracowali, osoby powiedzmy, nie wiem, profesorowie uniwersyteccy, chociaż teraz nie jestem w stanie sobie przypomnieć nazwiska. Były znakomite gabinety lekarskie, gdzie pracowali świetni docenci, profesorowie i tak dalej. Byli handlarze, był ten element, nazwijmy to kryminalny, czy po kryminalny, czyli coś w rodzaju meneli. Była olbrzymia warstwa rzemieślnicza. Znakomici rzemieślnicy byli na Pradze. Na tej mojej ulicy Karola Wójcika, mało kto dzisiaj już będzie pamiętał takie nazwy co znaczy rymarz, prawda. Były dwa warsztaty rzemieślnicze rymarskie, a modystka to była pani, która robiła damskie kapelusze. Ja miałem ciotkę, jak się nazywała – Żanet. Miała taki właśnie warsztat rzemieślniczy na ulicy Targowej, w okolicy Marcinkowskiego i ona występowała jako modystka. Poza tym, jeszcze jedna rzecz, był czapnik, zaraz panu powiem, miał pyszny sklep miedzy Karola Wójcika, a tu gdzie później był sklep „Praga”. Nazywał się chyba Miecznik, czy Mieszkowski, w każdym razie robił wspaniałe czapki, pół warszawy przyjeżdżało po czapki do niego.