This is additional content area. Learn more
Henryk Sowiński: O, tu jeszcze taką ciekawą rzecz, to mi się bardzo podobało: „Pewnego razu zadał nam przygotowanie się do odbycia dyskusji na temat…”, on uczył polskiego wtedy: „…odbycia dyskusji na temat głupota. Każdy z nas miał samodzielnie wyszukać w bibliotekach poglądy ludzi mniej lub bardziej znanych na istotę głupoty. Lonio nie znał żartów i stąd zaczęły się studia nieomal uniwersyteckie w bibliotekach. W wyznaczonym dniu każdy z nas miał wypisane skrupulatnie jakieś mądroty, czy głupoty, na temat głupoty. Mieliśmy je publicznie przedstawić na forum klasowym, a następnie orzec które z wystąpień, czyja opinia czy definicja była najciekawsza. Po kilkunastu prezentacjach, cytatów na temat głupoty Lonio dopadł Zenka Zemłę, podstarzałe już mocno dziecię ulicy Brzeskiej. Zenek przyparty do muru zapytał drżącym głosem: „Czy nie uchybi zebranym przedstawiając urbi et orbi pogląd na temat głupoty wyrażany przez swego wuja, który w okolicach bazaru Różyckiego uchodził za autorytet w każdym temacie?”, Lonio sponsowiał, zakrztusił się, ale podjął grę. Tak więc Zenek propagując opinię wuja-mędrca powiedział: „Z dwóch półdupków jedną dupę można złożyć, ale z dwóch półgłówków jednego mądrego w żaden sposób”. Co się w klasie działo? Co się działo? Nawet Lonio dostał czkawki ze śmiechu. W ten sposób wujek Zenka Zemły wygrał ze wszystkimi uznanymi mędrcami, klasykami absolutnie i przekonywująco”; „Profesor Borowski nie należał do ludzi, których łatwo było rozbawić. Dlatego że też zapamiętaliśmy inną sytuację, w której eksplodował żywiołowo śmiechem – jedną z obowiązkowych wówczas lektur szkolnych była powieść Kruczkowskiego pod tytułem „Kordian i Cham”. Kiedy przyszedł dzień odpytywania z przeczytanych lektur Lonio dopadł Stefana Celińskiego, który tej książki nie przeczytał. „A dlaczego nie przeczytałeś tego dzieła, młody jaskiniowcze?”, on miał takie też wyrażenia: „Czy chcesz zatem młodzieńcze zagrać ze mną w kości niezgody?”, pyta uprzejmie Lonio. „Bo panie profesorze, ta pani bibliotekarka dawała mi, ale osobno – osobno chama, i osobno Kordiana. Razem nie miała, to co miałem począć?”. To jest właśnie poziom tych cwaniaczków z Pragi, którzy nie wiedzieli że, do czego nawiązywał Kruczkowski w swoim temacie, prawda, no ale: „No cóż. To wyjaśnienie ucznia Borowskiego, profesor Borowski uznał za jeden z najlepszych dowcipów jakie słyszał w życiu i rzecz zakończył całkiem jak na niego dobrotliwie: „No cóż Celiński, rozumiem – dusza w szlapie, co, za dwa tygodnie wrócimy do tej sprawy, a teraz szukaj chłopcze nadal”. To nie była z jego strony łaska, to była jakaś nadzwyczajna amnestia, której nikt z nas nie dostąpił do tej pory.; „W tej wytworzonej przez Borowskiego profesora atmosferze niepokoju, także intelektualnego, w naszej klasie zaczęto tworzyć różne dziełka literackie, które ukazywały się w kilku egzemplarzach. I tak już w klasie ósmej…”, to była pierwsza klasa wtedy: „…powstał periodyk „Życie chlewa”…”, bo on tak tam ich nazywał, że to jest nie klasa, tylko chlew, prawda, i jaskiniowcy, oni… potem: „Początkowo miało to być czasopismo literacko-naukowe pod tytułem „Jaskiniowiec”, bowiem Lonio otwarcie sklasyfikował nas wszystkich jako troglodytów. Dopiero pod jego ciężką ręką mieliśmy szansę uzyskać status homo sapiens”. No więc to był, to daję takie próbki panu jacy to byli ci nauczyciele przedwojenni.
