UWAGA! Ten epizod możesz również znaleźć na naszym kanale na YT

Jan Rybak: Mieszkałem na ulicy 11 Listopada róg Inżynierskiej, a 11 Listopada przeciągały codziennie liczne pogrzeby. To nie były takie pogrzeby jak są obecnie, samochód anonimowo, zakład pogrzebowy przewozi zwłoki. To były karawany z baldachimami, to były platformy z baldachimami obwiedzione czarnym kirem, bogato szamerowane srebrem, cztery konie ciągnęły taki karawan, po bokach szli halabardnicy, przepraszam, latarnicy, bo mieli te latarnie z zapalonymi świecami w środku latarni. Na koźlich siedział pan, który powoził tymi końmi, ubrany na czarno. Każdy miał tak jak w armii Napoleona taki czarny pierog, czapkę, takie nakrycie głowy, też bogato zdobione srebrem. Na platformie karawanu stała trumna obłożona wieńcami, kwiatami, a za trumną szła rodzina, aż na cmentarz Bródnowski na świętego Wincentego, czy prawda na Karola Boryneusza. To były piękne pogrzeby. Moim marzeniem też było kiedyś, żeby zostać takim karawaniarzem, mieć taką czapę, siedzieć wysoko, wśród kwiatów i powozić czterema końmi. To była taka wielka atrakcja.