Pan Djaczko: To takie mistrzostwa lokalne, to nie były, nie był taki sport profesjonalny, który miał swoją ligę czy coś takiego, nie. Mistrzostwa szkoły na przykład, tam mistrzostwa… Domów gdzie mieszkałem, budynków. No ale w tym domu co ja mieszkałem, do sześćdziesiątego trzeciego roku na Majdańskiej, to było siedem, siedem lokali. A chłopców w moim wieku to był Zbigniew Djoczko, Antoni Piotrowski, siebie nazywa naukowcem bo on pracował w Dumnie w Związku Radzieckim, tam zrobił z czegoś doktorat. Ale on taki był lewy, lewy. Jakoś nie, nie, nie moja bajka. Maciek Wielechowski i Janek Biczysko. To czterech było mniej więcej w jednakowym wieku, to myśmy tam rozgrywali mistrzostwa tego Cymbergaja między sobą, o mistrzostwo Majdańskiej 29a. Albo graliśmy w piłkę, Majdańska 29a – reszta świata. Takie to, takie zabawy śmieszne. No tak, te zabawy, no wtedy no. Ja pamiętam, jak ja dostałem pierwszy raz koszulkę taką sportową. Ach, jak ja się cieszyłem. Mama mnie to kupiła, a ja miałem już wtedy 16 lat. Pierwsza jakaś tam, teraz to kosztuje grosze prawda i można cały majdan. Kiedyś był taki zwyczaj, że jeżeli w piłce nożnej jedna drużyna przegrała dwanaście-zero lub więcej, to tej drużynie która wygrała, miała obowiązek oddać majdan. To znaczy – majteczki, koszulki i buty. To tylko raz taki widziałem mecz, Sierakowianka-Błonie, na Podskarbińskiej. I tam było boisko na Podskarbińskiej, kiedy, kiedy kiedy… nie wiem czy już, nie pamiętam czy to Sierakowianka była, ale powiedzmy, że Błonie wygrało z Sierakowianką dwanaście-zero, to już pod koniec, pod koniec meczu, kiedy już wiadomo było że ten majdan muszą oddać, to niektórzy z tych przegranych, z tej Sierakowianki uciekali. Z boiska uciekali żeby nie oddać tej koszulki i tych majtek. Ale tak było.

Prowadząca: Przezabawne.

Pan Djaczko: No teraz nam się wydaje, że zabawne. Ale to samo życie. C’est la vie jak mówią Rosjanie.