Pan Djaczko: Teraz to oczywiście wygląda śmiesznie, ale jeździło się z popychaczką fajerki. Fajerka to się, nie wiem czy Pani wie, co to jest fajerka

Prowadząca: Fajerka od pieca

Pan Djaczko: Tak, od kuchni

Prowadząca: Od kuchni, i w niektórych rejonach mówi się na to taczanie, czyli toczenie tych…

Pan Djaczko: Tak, i taki drut, który był zakrzywiony w kształcie litery U, z jednej strony, a z drugiej strony jakby zakrzywiony tak żeby była rączka. I się puszczało to, te kółeczko, i się tym kółeczkiem… To to jedna. Druga to była hulajnoga. To pamiętam za okupacji mnie to zrobił ojciec. Dwa łożyska… deseczka, poprzeczki, dwa łożyska i tutaj pionowa taka deseczka z rączką. I na tej hulajnodze łożyskowej się jeździło. Grało się w ciupy. Wie Pani co to ciupy czy nie? No. To pięć kamieni, pięć kamieni takich w miarę okrągłych, niedużych. Jeden się podrzucało, drugi się łapało. Najpierw się łapało jedynki, tak. Pięć kamieni, to jeden się podrzucało, cztery kamienie się zbierało. I to były jedynki. Potem były dwójki. To znaczy po dwa kamienie trzeba było rzucić pod górę, dwa kamienie zgarnąć, i złapać te co to. Potem trzy, pięć. Potem trzy, aha trójka i jedynka, a potem na końcu trzeba było złapać te wszystkie, podrzucić ten, złapać cztery kamienie i chwycić ten kamień, który spadał, co się podrzucało. To razem raz, dwa, trzy, cztery, pięć. I potem się podrzucało pięć kamieni i łapało się na dłoni. Ile zostawało na tej dłoni tych kamieni to tyle było punktów. No i tam do ileś tam, do jakiejś ilości punktów. Nieraz można było zrobić całą ta klasę, od jednego do pięciu a złapać jeden albo wcale, a drugi zrobił to odpowiednio i złapał cztery na przykład. To tak, ciupy powiedziałem. A jeszcze były pikuty. A pikuty też Pani pewnie nie wie co to jest. Pikuty. Nóż. I nóż się tak. Tym nożem najpierw się trzy razy, tak żeby on stanął w ziemi, to musi być taki dość piasek, ale nie taki lotny. I najpierw tak trzy razy, potem tak rzuca, podrzucało się ten nóż do tyłu, żeby on… Cały czas musiał stanąć tak. Łapka jedna, łapka druga. Paluszek, pięć paluszków. Pod koniec każdego palca rzucano, w łokietek, ramiączko i tak się grało trochę. Zademonstruję Pani bo byłem dobry w tym.

Prowadząca: Był Pan mistrzem?

Pan Djaczko: A jeszcze później.. Słucham?

Prowadząca: Był Pan mistrzem w tej dziedzinie?

Pan Djaczko: Byli cwaniacy co lepsi ode mnie, ale w czołówce byłem można powiedzieć. Na medalowej pozycji. A potem zaczęły się tak zwane zajtki, cymbergaj

Prowadząca: Proszę opowiedzieć koniecznie.

Pan Djaczko: Cymbergaj polega na tym, że na stole rysowało się, wyznaczało się bramkę. Po obu stronach stołu, to znaczy, na się nie grało, tylko na naszym chyba się nie grało, tylko na takim gładkim stole. Grzebień metalowy gładki na końcu i dwie metalowe końcówki i grosik. Tylko ten grosik to nie był taki, cięższy, on nie był taki lekki jak w tej chwili, cienki. Go się troszkę zbijało, bo on zastępował piłkę. I tym grzebieniem uderzało się w tę pięćdziesięciogroszówkę, ona uderzała w ten grosik. I się tak… każdy miał jeden ruch taki, jeden ruch na przemian, i tak się celowało tym grosikiem do bramki. Wyznaczonej bramki. No to to tez byli mistrzowie. Ja to jeszcze grałem na początku lat pięćdziesiątych, jeszcze w tego zymbergaja. Zymbergaj, zajtki nazywali to, mistrzostwa się rozgrywało tutaj między. Potem, potem to już zaczął się profesjonalny sport bo biegałem w Legii na sprinty, ale to jak już byłem w szkole średniej.