Pan Djaczko: Pierwszy most jaki był po wojnie to był most pontonowy, tory łączy Warszawę z Pragą. Na wysokości ulicy Ratuszowej. I tam chyba do ulicy Mostowej schodził, chyba, albo do Sanguszki, już nie pamiętam. Ja to w czterdziestym, w czterdziestym piątym roku. Bo siedemnastego stycznia wyzwolono Warszawę. To ja pamiętam, że tam, to jeszcze było tak no. Albo było na jesieni czterdziestego piątego. Poszedłem z kolega do cytadeli, tak też z takim dziesięciolatkiem. I z Cytadeli wzięliśmy dwa takie bębny z nabojami do kulomiotu, ciężki karabin maszynowy ale taki talerz. Takie talerze. I żeśmy z tymi talerzami wypełnionymi amunicją, wracaliśmy przez most. I nawet z tamtej strony warszawskiej żeśmy weszli, a tu wychodzimy na Ratuszową i żołnierz nas zatrzymał. Polski żołnierz. No co mi tu chłopaki nosicie. No mówię, te naboje. Ja Wam dam naboje, proszę to położyć. On powiedział, nie proszę, tylko ostrzej. No i żeśmy to położyli. To pamiętam ten most, który tam ten most… Potem wybudowany most wysokowodny, drewniany, na odcinku Brukowa- Stefana Okrzei. Brukowa-Karowa. I ten most bardzo się ładnie prezentował, ale zniosła go kra. Chyba.. wybudowany w czterdziestym szóstym roku. Między czterdziestym szóstym a czterdziestym siódmym w zimie. Ponieważ byłem świadkiem tam, bo Rosjanie, Rosjanie z tego mostu.., ta kra płynęła, to rzucali takie pakunki trotylu. I ta kra się rozbijała. I takie były, no jak gdyby, nie falochrony, tylko krochrony, budowane przed mostem. I ja widziałem najpierw te ochraniacze od kry pękają i kra idzie dalej, i potem kra środek mostu zniosła. Widziałem na własne. Oczy. Także potem już nie było mostu tego, tylko trzeba było zbudować most Poniatowskiego.