This is additional content area. Learn more
Pan Djaczko: Kiedyś to wielką przyjemnością było biec za dorożką i tam taki był poprzeczna, taka sztabka, która chyba łączyła koła, albo podtrzymywała. I się siadało, biegło się za dorożką i się siadało na tym. A chłopaki: Z tyłu batem, z tyłu batem! I tam siu przez tą budę. No i dostałem parę razy taką pręgę na twarz, znaczy od tego bata. Bo żeśmy tam się czepiali tych dorożek. No i ja w ogóle jak miałem te dziesięć lat, czy jedenaście lat, to pytali się czym chce zostać, to mówiłem że… Nie tyle taksówkarzem, ile że chce być szoferem. Bo się mówiło, nie mówiło się le szeofeer tylko mówiło się szofer. Że chce być szoferem. Przewozili, nie było komunikacji między Warszawą a Pragą i przewozili ludzie, ludzi samochodami ciężarowymi. Na Starej, na Pradze, na wysokości Dworca Wileńskiego, tam gdzie teraz krzyczeli: Dworzec Główny Towarowa, Dworzec Główny Towarowa. A ta krzyczy: Na Pragie, na Pragie. Jedźcie dwie frajerki do jednej szoferki. Jedźcie dwie damy i odjeżdżamy. I to ja właśnie chciałem zostać takim szoferem i wozić ludzi, tam nie zdawałem sobie sprawy, że, że to przecież są koszty. Trzeba mieć samochód. Wydawało mi się, że to całe pieniądze. Jak już potem wydoroślałem i takie tam pytanie było, czym chcę zostać, w porównaniu tam w szkole tak, w którejś tam czytance i trzeba to było wypełnić. To ja napisałem, pamiętam, inkasentem albo ambasadorem. Dlaczego inksentem? Bo chodzi i tylko pieniądze zbiera. Patrzy. Wiadomo, że nie zbierał do swojej kieszeni. Nie zostałem ani inkasentem ani ambasadorem. I z czego się cieszę, robiłem to, co faktycznie mi się podobało.
