Sławomir Popowski: To podwórko moje Kępna 4 to właściwie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzieli. I oczywiście było to takie klasyczne praskie podwórko z Matką Boską w środku, dalej był trzepak- za Matką Boską był trzepak a za trzepakiem była ubikacja podwórkowa dla tych, którzy nie mieli u siebie w domu toalety; i praktycznie rzecz biorąc całe nasze życie przynajmniej jako „kajtków”, jako szczeniaków to się właśnie kręciło na podwórku. To podwórko wszystko o wszystkich wiedziało. Na moim podwórku był np. dziadek mojego najlepszego przyjaciela podwórkowego ówczesnego. Okazuje się- był w czasie wojny granatowym policjantem . I proszę sobie wyobrazić że on praktycznie rzecz biorąc nie wychodził z mieszkania. A jeśli już to bardzo rzadko. Podwórko wiedziało że on jest, podwórko wiedziało że on żyje. Ale nie akceptowało jego roli wtedy, kiedy on był granatowym policjantem. To było- jakby to powiedzieć- wszystko na co mogło się podwórko wtedy zdobyć. Wszyscy wiedzieli o wszystkich i o chorobach każdego. Moja mama zmarła na raka piersi, ale była np. w oficynie na Kępnej mieszkała pani Górska której lekarze dokonali amputacji piersi i ona przeżyła moją mamę o 10 lat. Wszyscy wszystko wiedzieli. Jedna z najpiękniejszych postaci na tym moim podwórku na Kępnej, której jestem winien olbrzymie uznanie to jest pani Pogorzelska która mieszkała w suterenie. Dzisiaj mało kto zdaje sobie sprawę z tego czym była suterena i wydaje się- oczywiście były sutereny lepsze ale ta suterena pani Pogorzelskiej to była praktycznie rzecz biorąc normalna praska piwnica. Ja nawet nie pamiętam czy tam była podłoga jakakolwiek. Ale ona tam mieszkała, ale tam miała swoją maszynę do szycia i jeszcze w l. 60-tych potrafiła uszyć najlepiej dopasowane, najfajniejsze spodnie. I tak dalej i tak dalej. Tam każdy wiedział wszystko o wszystkich. Niedawno spotkała mnie fajna historia. Mianowicie to był bodajże rok 2008. Byłem na festiwalu Singera bo prowadziłem tam konferencję prasową i nagle podchodzi do mnie jakaś dziewczyna- tzn. przepraszam, pani. I pyta się mnie -”Sławek?”. Ja mówię: „Tak, Sławek”. – „Czy ty mnie pamiętasz?”. I teraz człowiek sobie w głowie przelatuje wszystkie grzechy które popełnił lub nie popełnił a chciał popełnić. Myślę sobie:”Boże, no nie pamiętam”. A ona mówi: ”No jak to nie pamiętasz to jestem ja Zosia” (nazwiska nie powiem). Ona mieszkała na Kępnej 4 na 1 piętrze. Ja się stamtąd wyprowadziłem w 57 roku czyli myśmy się nie widzieli 50 lat. Ale czuliśmy się dalej związani z tym miejscem. Kiedyś napisałem taki tekst właśnie o Pradze i tam opisywałem m. in. swoje podwórko i też spotkała mnie cudna rzecz- odezwało się mnóstwo osób, które w tej kamienicy mieszkały. To było fajne miejsce.