Aha jeszcze taka ciekawostka, że właśnie tam też były oczywiście komórki AK i codziennie na płocie tam w jednym miejscu, w jakimś takim ważniejszym były wywieszane komunikaty Armii Krajowej. Codziennie tam żeśmy biegali poczytać. No i to były komunikaty z Warszawy – jak sytuacja wygląda, co się dzieje. Z tym, że potem już jak Rosjanie przyszli, to pewnego dnia to zginęło i zostaliśmy odcięci w ogóle od wszelkich informacji. No i gdzieś tak chyba we wrześniu Pragę wyzwolili. Rosjanie zajęli Pragę i dziadek chyba na piechotę przyszedł do nas, tam przyniósł jakieś jedzenie, jakieś papierosy – nie wiem skąd oni to mieli. W każdym bądź razie przyjechał do nas i chyba zabrał nas na Grochów. Bo wtedy już zaczęła kolejka jeździć tam między Karczewiem – bo ona do Karczewia dojeżdżała – i od Karczewia do Wawra chyba. Że te wagony były takie – do, do boku wagonów były takie choiny poprzyczepiane, tam w celach maskujących takich, że to. No ale tak, ten dym nie, już nie pamiętam, ale jak on był wyprowadzany, czy tam pod pociąg, czy… W każdym bądź razie zaczęliśmy z powrotem życie na Grochowie. Pamiętam, że codziennie wieczorem patrzyliśmy i tak… bo okna mieliśmy na ulicę Grochowską i automatycznie na drugi brzeg Wisły. Widać było łuny, i tak codziennie wieczorem – bo Niemcy już wtedy, to już było po powstaniu, ale wyburzali Warszawę, palili – i tak było piętnaście łun, szesnaście. I to tak wiem, że wieczorem to liczyłem i to było tak: o, dzisiaj to tylko dwanaście. I zaraz się zaczęła szkoła.