Bo to tam od razu, tam parę dni po wybuchu powstania Rosjanie przyszli. No i taki pierwszy, bo tam w ogródku mieliśmy wykopany taki okop, żeby tam było bezpieczniej, jak ostrzał artyleryjski czy coś no to, to tam do ogródka. Do tego taki dół był wykopany i tam żeśmy siedzieli. Przykryty był jakimiś belkami. I pamiętam, że pierwsi Rosjanie przyszli, tacy politrucy, o dziwo w białych rękawiczkach. Z medalami na piersi, no i że tu Krasnaja Armia was wyswobodziła, teraz będziecie wolni, no i takie teksty. A dzień później przyszła ta już właśnie, ta, ta zasadnicza armia – pijani, brudni. I tylko tak: germaniec tu? Niet. A wódka tu? No to wódka to na ogół, o wódkę łatwiej było tam niż o germańców. No i tak żeśmy żyli, z tym, że po tym wyzwoleniu to pamiętam co wieczór matka z babcią szafę do drzwi przysuwały, bo tam przychodzili tacy w dzień oficerowie. Że oni „Chotieli poznakomićsa” z wami. No matka tam nie miała ochoty się bliżej poznak….poznakowywać z nimi. No i na wszelki wypadek no to te, te barykady nocne tam. Tak żeśmy żyli.