No i tak że…, bo to wtedy sierpień już zaczął mijać, wrzesień nastał – także matka musiała jakieś zajęcie podjąć. No więc, jakie zajęcie? Brała rano chleb z piekarni i roznosiła tam wśród tych miejscowych, no bo tam w tych lasach te wille były i czasami tam odległe dość daleko od tego centrum. No więc taką chustę na plecy i te, te bochny takie, takie razowego ciepłego jeszcze chleba na plecach nosiła. I kiedyś mnie wzięła – no tak, że ja się nudziłem, tam nie miałem co robić – no to wzięła mnie i ja też pamiętam, też mnie jakieś tam takie na plecy, jakieś ze dwa takie bochny – a to były takie duże długie – wsadziła. I tak żeśmy tam pamiętam gdzieś zadzwonili do takiej willi, no i na balkonie taka dziewczynka tam się…tak mnie ta utknęła ta, utknął ten obrazek. Dziewczynka krzyknęła: „mamo, baba z chlebem przyszła”. No i tam taki na sznurku, taki koszyczek spuściła. Matka włożyła tam co trzeba było. Potem tą samą drogą jakieś tam pieniądze przywędrowały. No i tak żeśmy tam żyli do czasu jak… No oczywiście przeżyliśmy tam wyzwolenie…