This is additional content area. Learn more
Teresa Murawska – Wtedy był kodeks, taki no honorowy. Nikt nikogo nie ruszał bo to swój. A teraz to niezależnie kijem można dostać. A tam swój był zawsze swoim i nie wolno go było ruszać. Ten bazar Różyckiego, te pyzy, to to wszystko to pamiętam, to jeżdżenie na cycku na tramwajach. Jaki człowiek był głupi – wtedy był mądry, ale teraz, w każdej chwili tramwaj mógł szarpnąć i i pod koła, ale kto o tym wtedy myślał?! Na tym cycku to trzy osoby siedziało. Zeskakiwał ten ostatni, a tylko pierwszy bo się trzymał tego wagonu [śmiech] Pamiętam…nieprzeciętne tłoki w autobusach. To znaczy może nie tyle tłok
w samym samochodzie, w samym środku lokomocji, co przy drzwiach. Tam były tak zwane „winogrona”- kilkadziesiąt osób wisiało na schodach, trzymało się rączki, chociaż w środku można było poloneza tańczyć. Nie było nik-prawie nikogo. Siedział tylko ten…yy..konduktor… z taką…torbą. Miał takie do, nie wiem jak to się nazywało do, do kasowania biletów, albo się kupowało u niego bilet, ale wszyscy wisieli na tych…jak to się mówi, na tych dwóch schodach… Zwłaszcza jak był mecz piłki nożnej. No to wtedy to już w ogóle ludzie szli mostem i nie było w ogóle…przejścia bo wszyscy, kibice rzekomo, szli na ten mecz. No trochę się musieli pobić nieraz na tym meczu bo przeciwnicy nieraz siedzieli obok siebie. No w bramach stali też, to się chyba „dolinarze” nazywali tacy, no no lepiej z nimi nie zadzierać nawet w dzień… Ale na ogół a to śpiewali, a to tam mm… jak były imininy okno było otwarte to
z każdego… pokoju jakieś inne piosenki, takie no „szemrane”. Tak jak to kiedyś Wielanek śpiewał. Szkoda no, że już umarł bo takie na prawdę praskie. Też śpiewał historię, bo każda jego piosenka to była historią przede wszystkim Pragi… Zwłaszcza w lecie drzwi były otwarte czy okno to te panie, na yy… reperowały… te… pończochy, albo cerowały, cerowały jakieś… rozdarte rzeczy, bo to przecież niektórzy jak się pobili to włącznie z… z odzieżą, która była już nieraz nie do użytku, ale… no bieda była. Nieraz bardzo widać, że to była… ale takie, widać, że ci ludzie byli bardziej tacy radośni, bardziej tacy…Hm może nie tyle uśmiechnięci, weseli, ale tak jakoś z innym życiem niż teraz. Bo tak nikt nie pędził do tej pracy, do tego. Pracował to pracował, nie pracował to to ukradł, ale też przeżył… Wtedy jako dziecko, jeszcze do szkoły nie chodziłam, nie bardzo się interesowałam, ale widziałam doskonale.. kto tam chodził po tej ulic. Po Hożej to chodziła pani z kurą na-na tym, na sznurku, ale tam było właśnie dużo psów i dużo kotów. Każ- Pani sobie nieraz właśnie tak siedziała, patrzyła co się na ziemi dzieje,
a obok niej na parapecie albo pies, albo kot. Iii taka była..Tamtejszy monitoring.
Rozmówczyni – [śmiech]
Teresa Murawska – I jakoś było na tej Pradze, weselej. A śpiewali ludzie nieraz wieczorem. Ale widać, że to ci ludzie jakoś… wolniej żyli… ale tak jakoś weselej. Nawet stroje były inne…Niby ten sam człowiek, ale ale twarz była inna. Zupełnie inna. … No… Praga to takie można by powiedzieć inne miasto, tylko za-tylko za Wisłą. Więc inni ludzie byli. No a… te pyzy, ymm… te flaki na Różeckiego…. No najwięcej to pamiętam te panie takie no, takie obszerne, że tak powiem obłe. W tych fartuchach, ciągnęły przed sobą ten wózek z tymi pyzami… no i ten zapach! Taki prawdziwy bo to było wszystko prawdziwe, bez chemii. A teraz do wszystkiego coś dodają! A później się dziwić, że ludzie chorują. Nie wiadomo po co to? Często widziałam, jak to się mówi „dechy” to znaczy… ustawione takie kwadraty duże na ulicy, kilka osób do grania, a na tych dechach się tańczyło do upadłeg. Lepiej, gorzej wszyscy się bawili. I małe dzieci i starsze, a teraz to na ogół to nie za bardzo tańczą, tak samo jak i ja. Tańcy było dużo… oczywiście no wieczorem były takie troche zakrapiane… te tańce, ale wszyscy śpiewali,wszyscy się bawili. Jakoś inne życie było. Takie bardziej swobodne… Byli sąsiedzi w każdym domu, i człowiek miał do każdego iść, gdzie iść porozmawiać. Czy najczęściej na herbatę, albo na wódeczkę. Wszyscy się znali. Była ta więź sąsiedzka. To wiadomo było nawet, że tak powiem, że można było iść „łyżkę cukru bo mi zabrakło?”, „czy pani popilnuje dziecka?”. Wszyscy się znali i każdy sobie pomagał no bo takie życie było. Teraz to jest nie-nie wyobrażalne, ale dawniej to sąsiad był sąsiadem i człowiek wiedział, że może na niego liczyć.
