A podróżowała pani czasami komunikacją miejską? Autobusami albo tramwajami?
No przecież jasne! I na gapę nie raz! Albo bilet to był taki, taki, pamiętam, takie bilety się szukało, no bo to nie było pieniędzy… Ludzie też tak, takie, dziurka…dziurkacze były, ale nie były dobrze wydziurkowane, no to się, ludzie wyrzucali i się znajdowało i się dobrze się dziurkowało ten bilet, no… Czekaj pani, a dziecko też musiało mieć bilet… to były awantury! Kontrole były, ale nie było… Czekaj jeszcze, to jeszcze kontrolerzy, takie co bilety sprzedawali, to były chyba lata 60. koniec. No ja pamiętam, ja jeździłam do Warszawy, był konduktor, co sprzedawał bilety, a potem to, bilety to się w kiosku kupowało… A to gdzie to było… Pociągi takie co kolejka była, to się ze składu do składu przeskakiwało, przecież czy kontrol była, no to się wyskakiwało z autobusu, bo miał czapkę, był umundurowany, nie? No to się wychodziło z autobusu, bogu dzięki, pan bóg, opatrzność boska czuwała!