This is additional content area. Learn more
Zbigniew Gajowniczek: A powstanie – pięknie. Otóż pamiętam tak… myśmy robili wyprawy do parku, do zoo, tam gdzie zoo i ten park Praski. Tam gdzie ten wybieg dla słoni, to słoniowe jajo, kopuła taka, ona była wysadzona i ona tak osiadła. Ale ta cała kopuła była. Myśmy się na tej kopule tam latali, biegali, na tyłku zjeżdżali. Pamiętam, myśmy podchodzili pod, tu, pod pierwsze tutaj jak się kończyło już zoo, i szła ta kolejka ta ciuchcia wzdłuż Wisły, myśmy tu podchodzili w krzakach i patrzyliśmy się na Warszawę. Otóż a to akurat mniej więcej na wysokości Starego Miasta. I pamiętam widok był taki: Starówka płonęła, dymy i pożary, widać było te płomienie jak się odbijały od ścian, tego wszystkiego. A naokoło sztukasy. O, leciał, pikował i widzieliśmy bomby jak leciały, a takie małe kropeczki to widać było. Przecież no co – Boże, na Starówkę przez Wisłę no to ilę… wzrok mieliśmy doskonały. W kółko sztukasy leciały sobie tak. Z karabinu zwykłego maszynowego można było walić do tych samolotów niemieckich. Ale tam nikt, Rosjanie pili i byli tam w tych żemlankach, tam sobie pokopali. Nic, ani, ani, ani. Nic, siedzieli i pili. A można było, a jakbyś działo postawił to wykończyłby to wszystko – tych Niemców, te samoloty, ale oni, oni mieli za zadanie, prawda, poczekać aż to upadnie wszystko. No widziałem tylko, tak jak mówię, dymy, płomienie i te sztukasy te samoloty nurkowe. Teraz, to ja wiem że to były sztukasy. A jak one pikowały sobie, kółko w kółko sobie latały i bombardowali cele.
