Pan Zbigniew Djaczko: Na Pradze to powstanie trwało chyba niecałe 2 dni. I niestety ojciec był już przedtem aresztowany i ojciec mój zginął i wszyscy wujkowie też, wszyscy zginęli. Z wyjątkiem tego, który się nie angażował. On przeżył. A ci co byli w Armii Krajowej wszyscy zostali aresztowani, wywiezieni do Niemiec. I mój ojciec zginął- był w Oświęcimiu, potem w Madhausen i urywa się ślad w Grossrosen. Bo takie były instytucje, które poszukiwały tych aresztowanych zaginionych. Siedziba ich jest w Niemczech i faktycznie jak się napisze, to oni opisują cała drogę tego. Mam takie doświadczenie, ale tam widocznie go zatłukli no, ojca. Byłem w Madhausen, no trudno powiedzieć z wycieczką, bo byłem tam u szwagra, który pracował przez jakiś czas w Linzu, bo żeśmy pojechali samochodem do tego obozu koncentracyjnego do Madhausen. Tam ten blok gdzie byli Polacy to tylko jest obrysowany, tam już nie ma tego budynku. Natomiast cała ta brama wjazdowa. Miałem taki kult ojca, bardzo mi ojca brakowało, no ale zginął niestety. Strasznie bywa.