Krzysztof Makulski: Ludzie z tej Letniej, państwo Gogza, którzy mieli Wytwórnię tych Wód Gazowanych, trzymali sobie, prawda, zwierzątka, min. baranki, a a propos tych baranów, to jeszcze było tak, że jak ruska armia jak szła, prawda, „wyzwolicielska”, we wrześniu 44’ roku… 44’roku, bo to na Pragie, oni weszli 17 września, 17 września weszli to i przyszli z powrotem, no. „Bohaterski naród”, prawda, to znaczy naród bohaterski, tylko może Ci przywódcy mniej… W każdym razie, jak to szło towarzystwo, no i mieli zabitego barana i flaki tam ten takie się kisiły do… do robienia wyrobów wędliniarskich. No i ci Rosjanie, jak szli, to co Niemca zabitego zobaczył gdzieś tam po drodze, jak… bo jak szybka ta inwazja, powiedzmy, była no to Niemcy nie zawsze zdążyli wszyscy pouciekać. A nawet jak Niemca gdzieś znalazł, to nie raz było ten zasobnik jakiś ten niemiecki i w tych zasobnikach niemieckich, Niemcy mieli coś al’a niezbędnik, to mieli jakąś tam kawę, taką w proszku, coś tam, cukierek, herbatnik, no tak… jak powiedzmy współczesne wojsko na dzień dzisiejszy. I min. mieli suche paliwo, to takie kostki, prawda, które się podpalało i mógł sobie wody zagrzać. Rosjanie te suche paliwo wkładali do kubka, dolewał wody, mieszał to i to wypijał! Bo to sproszkowany alkohol. No i opowiadali mi ludzie właśnie, jak ci Rosjanie szli, to… weszli do tej Wytwórni Wód Gazowanych… wody wzięli ze studni, zrobili to, a zobaczyli, że w gąsiorach stoją esencje do tych oranżad, do… do jakiś innych tych napojów i taki, powiedzmy, tego, tej esencji do… na 1000 litrów, powiedzmy, wody, to się wlewało 100 gram. No, a Rosjanin nalał sobie pół litra i to wypił! Flakiem tym takim surowym zagryzł i poszedł. Normalnemu człowiekowi to by oczy wypaliło, falki wyżarło… To są rzeczy, które opowiadam nie z wymysłów, tylko po prostu z tego co usłyszałem, a opowiadał mi to niejaki pan Jerzy Szczepański, zięć tego pana Gogzy, nieżyjący już, sympatyczny.