This is additional content area. Learn more
Ksiądz Ryszard Ptasiński: Wróciłem do Dębna i zajmowałem się oprócz muzyką, parafią- głuchoniemymi. To były czasy komuny, gdzie z nami walczono, okropne czasy. Już nowy rozdział trzeba by przedstawić, jak przychodzili do kancelarii- ponieważ nie płacicie podatków zegarek z ręki zdejmowali.
Prowadzący: Kto wtedy przychodził?
Ksiądz: Urząd miejski, Szczecin też przysyłał delegacje. Ja miałem taką sytuację, że w chórze miałem inspektora z finansowego. To jak oni mieli przyjechać to zawiadamiał telefonicznie, że przyjeżdża delegatura do Dębna. Tak, ten Jasiu Pawłowski był na tyle uczciwy, do sekretarki: „Irena na miasto pójdziesz tam załatwisz sprawy”. Sekretarka. Ona też śpiewała w chórze. Przychodziła. ”Księża mają przyjechać, o tej i o tej godzinie, będą w Dębnie, przyjdziemy do was”. To cała historia, opowiadania na godzinę.
I wtedy proboszcz musiał wszystko chować co było wartościowe. Ale wiadomo, proboszcz nie miał zegarka. No więc szedł do sklepu, kupował zwykły za parę złotych, zakładał, swój zegarek w kieszeń i w kancelarii siedział. Oni przyjechali i do kancelarii – proszę księdza, tyle i tyle macie długu wobec… Im tam nie wolno było płacić i tak episkopat cały, ze względu na te różne sytuacje, (mówił): „nie płacimy pewnych tam czynszów”. I oni z nas ściągali w ten sposób, że wszedł: ”Proszę zegarek!”. To zegarek zabrali. Mogli zabrać wszystko proboszczowi, nam nie, jako wikarym, ale proboszczowi mogli. Np. „proszę pokój otworzyć” i jeżeli była zima, to wszystkie letnie rzeczy mogli zabrać, bez niczego. Jakby było lato, to wszystkie zimowe rzeczy mogli zabrać. Nie wolno tylko tyle, że sami nie mogli otwierać pokoju. Musieli czekać na właściciela. Więc myśmy co robili: jak ja miałem zawiadomienie, bo mnie zawsze zależało na pianinie, pianino stało tam w pokoju, nie u mnie w pokoju, ale w pokoju gościnnym. Mogli zabrać, bo gościnny pokój należy do proboszcza, a nie do wikarego. No więc zawsze była przesiewka, jak mieli przyjechać wylatywałem na ulicę, tam z czterech, pięciu chłopów. ”Panowie, pomóżcie mi pianino do kościoła”, i pianino w kościele w przedsionku stało. Jak oni wyjechali to znowu: ”Panowie, przynieśmy”. Przynieśli na plebanię. Takie były czasy, to jest długa historia.
No, także rzeczy się wynosiło do kościoła, z kościoła jednak nie mieli prawa brać. Ale proboszczowskie brali. A my jako wikarzy bardzo porządni, jeszcze żyje ten drugi wikary. Czasami to, wtedy wchodziła telewizja dopiero, i miała telewizor jednego księdza matka, która mieszkała w Dębnie. Miała swój domek, a to mecz jakiś, a to był w ogóle kino w domu, to były porządki, nie? Myśmy na plebanii nie mieli telewizora, za drogo było. To myśmy czasami szli tam (tylko niech Pan tego nie opisuje). Proboszcz w domu i teraz chcemy iść bo jakiś tam dobry program będzie. To było mówione, że dzwonimy trzy razy, przyjeżdża UB, czy jakieś tam inne towarzystwo, nie? To my zadzwoniliśmy trzy razy, proboszcz do pokoju wtedy siedział cicho, zamykał się na klucz, nie mógł nic bo oni potrafili przyjechać i pod drzwiami u niego siedzieć dwie, trzy godziny. Na schodach. Bośmy nie wpuścili do pokojów. „A to proboszcza nie ma?” – „Nie ma proboszcza”. Czuli, że może być, więc pod drzwiami siedzieli na schodach kilka godzin. Ale nie było, więc w końcu- do widzenia, pojechali. I wtedy dzwoniło się dwa razy, proboszcz wiedział, że odjechali i drzwi otwierał. To były takie czasy, nie? Jeśli chodzi o Kościół, to nawet nie bardzo ludzie się orientują, jak myśmy byli wtedy ciemiężeni.
