This is additional content area. Learn more
Ksiądz Ryszard Ptasiński: Mama zawsze ostrzegała przed Niemcami, bo to rozstrzelali. Ciągle spotykaliśmy się z tymi afiszami- że zginęło tylu a tylu Polaków. Ja sam byłem świadkiem… nie wiem ten pomniczek czy Pan wie nawet – na Radzymińskiej tu przy pętli- tam jest pomnik że zabito 10-ciu chyba ich było. Rozmawiałem tu przy stole z księżmi, jeden ksiądz Grzerzyja w niedzielę przeszedł tam, poszedł zobaczyć, bo ja mówię, mnie to denerwuje, to jest pomnik morderstwa, zamordowania ludzi, prawda? I dookoła krzaczki rosną. Z tym, że ja ostatnio nie byłem, nie widziałem tego, ale on mówi, że jest taki obelisk tam postawiony, on twierdzi, że 10-ciu. Mnie się wydaje, że było więcej, bo ja świadkiem byłem tego jak to było. Ponieważ na Radzymińskiej- po tamtej stronie jak jest Radzymińska, to tu przy wale była pętla tramwajowa. Po drugiej stronie Radzymińskiej był skład desek. Ten dom który stoi – Radzymińska 67 chyba to jest – to był ostatni dom który był. A potem był duży skład desek. No o tyle było dla mnie i dla moich kumpli fajnie, bo ten skład desek to prowadził gość, który był ojcem jednej z naszych klasowych dziewcząt. I myśmy mieli możność pójścia w te deski biegać, bawić się. To było zagrodzone oczywiście, ale on pozwalał biegać tam dookoła. Między deskami były te szpary. Przecież w tym czasie kiedy oni rozstrzelali to myśmy się tam bawili. I myśmy przez te szpary patrzyli, że… Matka ciągle ostrzegała: ”Słuchaj, pamiętaj, Niemcy, Niemcy, Niemcy” itd., to człowiek się bał tych Niemców, bo widzieliśmy tych rozstrzelanych. I wtedy jak Niemcy przyjechali, nie wiem gdzie Niemca tego zabito, ale za jednego Niemca szło kilkunastu Polaków. I jak to wyglądało, no to tak trochę pamiętam. Ponieważ najpierw wjechał samochód niemiecki, „buda” tak zwana, gdzie z karabinami wyskakiwali Niemcy dookoła, nie wolno było nikomu iść. Ludzie uciekali bo wiadomo. I wtedy za tą „budą” jechał samochód z więźniami tymi, na rozstrzał. I oni ich tu postawili pod tym domkiem z zawiązanymi oczami. I on mówi ten ksiądz: ”nie mogę bo mnie nerwy biorą jak ja patrzę”, taka historia, a krzaki dookoła rosną. Oni ich ustawili, wyskoczyli z samochodu, to były minuty. Bo przyjeżdżał samochód z Niemcami, z tymi karabinami- jakie karabiny nie wiem, tak wyglądały jak maszynowe, nie? Niemcy się rozstawiali, strzelali, rozstrzelali ich i mieli ze sobą- tylko nie umiem powiedzieć czy to byli Polacy, ale przypuszczam, że Polacy, jacyś tam więźniowie- że za ręce i nogi na samochód z powrotem, już jako trupy na ten sam samochód. Jako trupy wrzucali. W ten sposób się niekiedy uratowali niektórzy, bo np. nie trafili w głowę tylko gdzieś i ten wrzucony na samochód, jadąc, wieźli, wydobywał się i wyskakiwał z samochodu. Już wtedy nie pilnowali tego samochodu, wyskakiwał i w ten sposób się ratował. Ale rozstrzelanie ja tylko pamiętam jedno – myśmy byli w tym składzie desek. Przez te dziurki myśmy coś tam widzieli, ale wiadomo, wiedzieliśmy,że nie wolno. To były mówię minuty. Bo przyjeżdżały samochody, zastawili radzymińską, podjeżdżał samochód, pod tym domem ustawili, rozstrzelali, za ręce i nogi na samochód i odwieźli…
Prowadzący: Szybka robota.
Ksiądz: Tak, bardzo. Ja nie wiem czy to trwało 15 minut. Z tym że matka moja dostawała szału bo z Jatowskiej okno wychodziło na tą stronę, na Radzymińską. Mnie nie ma. No więc też nie wiedział, gdzie jestem. A strzały…no i… tzn. że strzały to ludzie wiedzieli bo widać było te samochody jak jadą.
To już wiadomo że będą rozstrzelania. Później na drugi dzień czy na trzeci lista była wywieszona na Warszawie, plakaty którzy zostali zabici, podali nawet daty kiedy zostali zabici. Ja tylko jedno pamiętam, że kiedy ich rozstrzelali i wywieźli te ciała, no to tam już zaraz nasi Polacy się zgłaszali i sam widziałem jak w chusteczki mózg, który był na tym murze, zbierali ludzie w chusteczki. Gdzieś na pewno żeby pochować czy coś. Za smarkacz byłem, ale widziałem, jak ludzie z tego muru zbierali mózg. Dlatego mówię, Niemiec zawsze był dla nas okropnym typem.
