This is additional content area. Learn more
Myśmy mieli to mieszkanie dosyć wysoko. Brat mój jeden pracował niby że jakąś pracownię miał, to jak czasami wracał, a miał takie grono, że trzeba było wypić trochę, nie? Nie żeby był pijakiem, ale oni byli starsi ode mnie, ja byłem smarkacz a oni byli 20 parę lat starsi ode mnie, nie? Ale mieszkaliśmy razem jeszcze. Jak było – brama była zamykana na klucz. Jak ktoś przychodził później, dzwonił, dozorca wychodził, to mu się w rękę dawało te 2 złote czy ile i szedł do domu, dozorca zamykał. Nie musiał płacić, ale wypadało, żeby dozorcy dać za otworzenie, o którejkolwiek godzinie. On jak wracał z jakiegoś towarzystwa to się wstydził, żeby dozorca nie poznał, że on jest podpity. To sam przez okno, do mamusi. Sąsiadki do mamy: ”Pani, jak ten syn panią kocha!” „Dlaczego?” – „Jak on za tym oknem woła: mamuśka otwórz, mama, zejdź! Kto się tak do matki zwraca?” A matka tylko: „po trzeźwemu się nie zwróci” (śmiech). Ale nic, bo był pijakiem, ale wstydził się, żeby dozorca nie zauważył, że jest pijany. To też matka szła do dozorcy, prosiła, żeby otworzył, wtedy nie było takiego szumu, dzwonków itd. Dozorca wychodził, dzwonił, otwierał drzwi i on do domu wszedł. Ale pamiętam jak lokatorki, sąsiadki: ”Ten pani syn to jest wspaniały człowiek. Z podwórka; mamuśka otwórz, mamunia otwórz”. On tam nigdy do mamy nie mówił „mamunia”; Po kieliszku było „mamuniu”. Ale to było takie fajne, że mówię: „ten pani syn to jest taki kochany człowiek, on tak pięknie do pani mówi”.
