This is additional content area. Learn more
Ksiądz Ryszard Ptasiński: Na Radzymińskiej wtedy, jak jeszcze przed zburzeniem, to była większość Żydów. Tam były, wszystkie sklepy po lewej stronie to były żydowskie. My jako dzieci lubiliśmy, bo Żyd handlował… nie tylko w dzień, ale i wieczorami. A myśmy lubili jak matka nas posyłała wieczorami, bo Żyd przyjmował od tyłu tak zwanie. Czyli szło się przez mieszkanie do sklepu. Oni tak mieli wtedy te swoje sklepy, że mieszkanie i sklep. I w dzień to się wchodziło do sklepu, kupowało. A wieczorem on też sprzedał. Późnym wieczorem, zapukało się że potrzeba tam czy masła czy marmolady, no to zawsze się mówiło „od tyłu”; „to idź od tyłu”. I szło się przez mieszkanie, tu. My jako dzieciaki lubiliśmy chodzić od tyłu, dlaczego? Bo jeden już wtedy nie szedł. Wołało się ze dwóch, ze trzech, bo Żyd, tam mama kazała coś tam kupić czy słoniny czy coś, on poszedł ważyć a była beczka z marmoladą – lizało się palcem. Kumpli trzeba było mieć za sobą, nie? Albo cukier na przykład, palcem. A on ważył, nie widział tego. Stąd pójście od tyłu to było bardzo korzystne dla nas.
Prowadzący: I to przechodziło się przez mieszkanie też, tak?
Ksiądz: Nie, to znaczy to był dom, tu były takie drewniaki na Radzymińskiej i tu mieszkali ludzie prawda? I Żyd miał tu sklep. Ale jak zamknął, to wtedy z boku wchodziło się do jego mieszkania. I szło się przez mieszkanie na sklep. On ważył to czy tam szykował, co ja chcę kupić, a w tym czsie my dzieci dwóch czy trzech zawsze się wołało, a lizał beczki z marmoladą.
Prowadzący: No tak.
