Wiesław Wencel: Z tatą jeździłem, tak, tak. Nie było to długo, bo tata wcześniej umarł. Jeździłem, nawet miałem być myśliwym. Moja mama, moja mama… moja mama na rzecz mojej żony bardzo mnie przekonywała, żebym… żebym ja nie szedł tą drogą jak mówił Kwaśniewski: „Nie idź tą drogą”, chodziło o żonę, bo zawsze mama czuła się trochę wdową w sobotę i niedzielę jak tata brał tyłek w troki, i jechał na polowanie, a mama zostawała i sama do kościoła z dziećmi, zamiast z mężem pod pachą. No wtedy… wtedy nie było kół łowieckich przed wojną. Znaczy przed wojną, przed wojną tata, ponieważ jakieś tam były korzenie z Łaskarzewem, to tata wydzierżawił od, to tam się u wójta, czy… z wójtem się załatwiało, od gminy. Wydzierżawił tereny łowie, tereny… znaczy taką zgodę na polowanie, na polach, bo to się oczywiście na polach indywidualnych poluje. Wykupił taką sobie na polowanie i tam mama, jechali tam na letnisko z tymże nie do rodziny, tylko wynajmowali gdzieś po prostu jakieś mieszkanie… mieszkanie, no a tata brał strzelbę i polował. Tam we wrześniu na kuropatwy, tam były stawy latem na kaczki. Taki, mieli takiego psa myśliwskiego, którego mama nienawidziła, bo wróble łapał w locie, no to już mama nie mogła darować takiemu mordercy. Skakał i łapał. Po prostu się nie spodziewał takiego triku wróbel. Także ten… także, no mam nawet zdjęcia jak tata stoi, to wtedy strój… teraz strój myśliwski to jest inny, wtedy to były spodnie z pumpami, skarpety, pantofle sportowe, czapka cyklistówka, marynarka w kratę, pas z nabojami. Ja potem jeździłem z tatą jako już taki chłopiec nastoletni. Polowałem. To już było oczywiście po wojnie grubo, koło Nasielska. Gąsocin, tam tata miał. To były ministerstwa kolei tereny, tam było bardzo… mieli wygodnie ci myśliwi, bo ministerstwo miało swoją salonkę, także jeździli swoją salonką panowie. No i tam tak było.