This is additional content area. Learn more
Andrzej Kryński: Jak to się stało, że mnie nagle wzięli do Rawaru to nawet nie umiem powiedzieć. Złożyłem papiery, nikt mi nie pomagał, no może ojciec gdzieś tam szepnął komuś żeby przepchnąć, jako urzędnik pracujący w państwowym tym, ale chyba nie.
Prowadzący: Nigdy nie rozmawialiście na ten temat?
Andrzej Kryński: Nie. W każdym bądź razie nagle mnie przyjęli do pracy do Rawaru na kierownika tzw. kompletowizji
Prowadzący: A jak się Pan czuł kiedy dostał Pan to pierwsze stanowisko, jeszcze w Rawarze, jako „świeżak”?
Andrzej Kryński: Świeżo było, ale trzeba było się do tego przyzwyczaić. Mówią że „masz zarządzaj, i dobrze zarządzaj” to trzeba było się poprzestawiać tak, żeby to wszystko chodziło. Rawar to była dawna przedwojenna fabryka, rozbudowana, na Grochowskiej, WZT tzw., tam znaleziono kawałek dobrego miejsca i rozbudowano duży zakład przemysłowy się mówiło. Ale … a w Meramacie robiliśmy pamięci rtęciowe. Pamięć rtęciowa to jest taka mała cząstka, która nie zmieściłaby się tutaj w tej kuchni bo za długa jest. Takie rury rtęciowe, koło 360 rur rtęciowych poukładanych w takie rządki, połączonych kabelkami i to łapało impuls elektroniczny i ten impuls przetrzymywało, czyli była jednostka pamięci.
Prowadzący: Pytam właśnie o warunki pracy.
Andrzej Kryński: To był specjalny wydział tylko do tych celów, pilnowany i o bardzo ostrych przepisach bezpieczeństwa, bo rzeczywiście drobna nieuwaga i już poleciało parę kropli i już jest napromieniowane środowisko. W Erze doszedłem też do dyrektora naczelnego, a Era to był taki zakład na całą Polskę dość… no ponad 3.500 osób zatrudnialiśmy w kilkunastu oddziałach w Polsce. To był zakład w którym zaraz po wojnie robiono jakieś tam amperomierze, woltomierze, takie proste urządzenia elektroniczne, a przestawiło się zakład na mikrokomputery. I tzw. Mery 300 to była już własność Ery i Zjednoczenia Przemysłu Chemicznego.
